Aktorka : powieść - strona 76
VII.
NA WYJEZDNEM.
Nazajutrz o świcie stała przed domem pocztowa kareta. Wiktor kończył rachunki, doglądał pakowania. Anna układała bagatelki swe toaletowe w kasetce. Garderobiana weszła, a zbliżając się na palcach, rzekła półgłosem do Anny, pokazując jej jakiś list.
— Proszę pani — jakiś młody, ładny pan tak mnie prosił, ażebym pani oddała ten liścik, żem się ośmieliła.
— Któż to taki?
— Nie znam go, nie bywa u nas, ale taki ładny, wysoki blondyn, i tak mnie pięknie prosił.
Annie zaiskrzyły się oczy, chciwie sięgnęła po list.
— Dawaj — ale przed panem ani słówka. Źleś postąpiła, przyjmując listy od obcych ludzi.
NA WYJEZDNEM.
Nazajutrz o świcie stała przed domem pocztowa kareta. Wiktor kończył rachunki, doglądał pakowania. Anna układała bagatelki swe toaletowe w kasetce. Garderobiana weszła, a zbliżając się na palcach, rzekła półgłosem do Anny, pokazując jej jakiś list.
— Proszę pani — jakiś młody, ładny pan tak mnie prosił, ażebym pani oddała ten liścik, żem się ośmieliła.
— Któż to taki?
— Nie znam go, nie bywa u nas, ale taki ładny, wysoki blondyn, i tak mnie pięknie prosił.
Annie zaiskrzyły się oczy, chciwie sięgnęła po list.
— Dawaj — ale przed panem ani słówka. Źleś postąpiła, przyjmując listy od obcych ludzi.


