Aktea : powieść na tle dziejów rzymskich - strona 72
czyniło się do polepszenia doli jego poddanych. Blada twarz młodego trybuna przeraziła go.
— Co tobie? — zapytał — czy klęska jaka dotknęła Rzym?
Scypion zgiÄ…Å‚ kolana przed swym panem.
— Klnę się na Jowisza, że wśród imion na liście oskarżonych, umieszczono imię dziewicy niewinnej, jak lilia — rzekł głosem wzruszonym.
— Któż ona? — zapytał Trajan poruszony tym widocznie.
— Aktea, siostrzenica Marcelusa Petroniusza, siostra rodzona centuryona Wicyniusza — odparł Scypion.
Trajan dobył szybko z za sukni tabliczkę woskową, w srebrną ramę oprawną i przebiegł wyryte na niej imiona.
— Więc to ona — rzekł, zatrzymawszy wzrok na jednem z nazwisk — w istocie trudno uwierzyć, aby winną być mogła. — Rzekłszy to, rylcem spokojnie napisane imię wygładził.
Scypion podniósł się z twarzą jasną.
— Niedarmo cały Rzym czci i kocha Trajana — przemówił, chyląc głowę — niechaj Jowisz dozwoli ci, panie, setki lat panować nad nami.
To rzekłszy, oddalił się, spieszno mu było powrócić do domu Marcelusa i podzielić się dobrą wieścią. Biegł raczej, niż szedł, lecz gdy wpadł na Forum, ktoś schwycił go za ramię. Młodzieniec obejrzał się i czoło nachmurzył.
— Czego chcesz, Kajusie? — zapytał — spieszy mi się bardzo.
— Co tobie? — zapytał — czy klęska jaka dotknęła Rzym?
Scypion zgiÄ…Å‚ kolana przed swym panem.
— Klnę się na Jowisza, że wśród imion na liście oskarżonych, umieszczono imię dziewicy niewinnej, jak lilia — rzekł głosem wzruszonym.
— Któż ona? — zapytał Trajan poruszony tym widocznie.
— Aktea, siostrzenica Marcelusa Petroniusza, siostra rodzona centuryona Wicyniusza — odparł Scypion.
Trajan dobył szybko z za sukni tabliczkę woskową, w srebrną ramę oprawną i przebiegł wyryte na niej imiona.
— Więc to ona — rzekł, zatrzymawszy wzrok na jednem z nazwisk — w istocie trudno uwierzyć, aby winną być mogła. — Rzekłszy to, rylcem spokojnie napisane imię wygładził.
Scypion podniósł się z twarzą jasną.
— Niedarmo cały Rzym czci i kocha Trajana — przemówił, chyląc głowę — niechaj Jowisz dozwoli ci, panie, setki lat panować nad nami.
To rzekłszy, oddalił się, spieszno mu było powrócić do domu Marcelusa i podzielić się dobrą wieścią. Biegł raczej, niż szedł, lecz gdy wpadł na Forum, ktoś schwycił go za ramię. Młodzieniec obejrzał się i czoło nachmurzył.
— Czego chcesz, Kajusie? — zapytał — spieszy mi się bardzo.


