www.netmag.com.pl

Aktea : powieść na tle dziejów rzymskich - strona 63
W piersiach dziewczęcia serce poczęło bić mocno. Światełko jakieś mignęło w oddali. To ktoś piął się ku nim, jakaś postać niewieścia, w czarnej szacie, która tlejący kaganek trzymała w ręku.
— W imię Chrystusa, pozdrawiam cię, Gero — rzekła owa postać niewieścia.
— A ja ciebie, Salomeo — odparła stara — oto córka Waleryi, przyszła uczestniczyć w pogrzebie — dodała, wzrokiem towarzyszkę wskazawszy.
Salomea Akteę w twarz pocałowała.
— Witam cię, siostro, imieniem Chrystusa, którego czcimy tutaj wszyscy — dodała — jakież twoje imię?
— Aktea — zabrzmiała nieśmiało odpowiedź.
— Chodźcież za mną... już z ciałem do grobu idą bracia i siostry — rzekła Salomea i postąpiła przodem, a one skierowały się za światłem, które niosła.
Spuściwszy się ze wschodów, weszły w długi, wązki kurytarz, od którego w różnym kierunku boczne się rozbiegały. Idąc, Aktea uważała, że w ścianach kurytarza, który mijają, są umieszczone tablice kamienne z napisami. Ciekawą była wielce, co one znaczą i co wyrażają, lecz ani pytać, ani zatrzymać się i przeczytać nie śmiała... Wtem słuch jej uderzył śpiew cichy, pełen smutku i powagi.
— Zbliżają się — szepnęła Salomea i zatrzymała się.
Zdala błysnęło moc światełek, a gdy Aktea lepiej się wpatrzyła, ujrzała orszak złożony z niewiast