Aktea : powieść na tle dziejów rzymskich - strona 55
Walerya obudziła się ciężko chora, za słabe miała siły na tak mocne wrażenia, jakie wczoraj przeżyła, przywołała Gerę do łoża i rzekła do niej:
— Zdaje mi się, że ostatnia chwila zbliża się dla mnie, powierzam twej pieczy Akteę. Zbyt młodą była, abym mogła jej odkryć tajemnicę naszej wiary, ty to uczynisz. Chcę, żeby była chrześcijanką; przyrzeknij mi, że utorujesz jej drogę, do nawrócenia.
— Utoruję z łatwością — odparła Gera — w sercu tego dziecka tleją wszystkie cnoty chrześcijańskie, umieraj spokojna o córkę.
Nazajutrz rozlegÅ‚a siÄ™ wieść, że siostra Marcelusa Petroniusza zmarÅ‚a nagle. WÅ›ród koÅ‚a znajomych i przyjaciół oczekiwano wspaniaÅ‚ego pogrzebu, a potem okazalszej jeszcze uczty żaÅ‚obnej. Å?ucya wybraÅ‚a natychmiast z pomiÄ™dzy matron rzymskich niejakÄ… SabinÄ™, wdowÄ™ bezdzietnÄ…, żeby jej zastÄ…piÅ‚a miejsce ciotki. ByÅ‚a to kobieta Å›wiatowa, niczem nie podobna do cnotliwej i poważnej Waleryi. Sabina z radoÅ›ciÄ… przyjęła propozycyÄ™, którÄ… w istocie sama nasunęła córce Marcelusa. tłómaczÄ…c jej, iż za mÅ‚odÄ… jest, aby mogÅ‚a siÄ™ obejść bez opieki. Åšwiatowej niewieÅ›cie uÅ›miechaÅ‚o siÄ™ życie w domu możnej patrycyuszki. Zanim jeszcze wyniesiono zwÅ‚oki zmarÅ‚ej z domu Petroniusza, już sprowadziÅ‚a siÄ™ do niego i rozgoÅ›ciÅ‚a w paru pokojach zajmowanych przez nieboszczkÄ™. Nazajutrz miaÅ‚ siÄ™ odbyć pogrzeb, po którym Å?ucya i Sabina miaÅ‚y zaprosić życzliwych przyjaciół na wieczerzÄ™. Å?ucya kazaÅ‚a niewolnicom przygotować
— Zdaje mi się, że ostatnia chwila zbliża się dla mnie, powierzam twej pieczy Akteę. Zbyt młodą była, abym mogła jej odkryć tajemnicę naszej wiary, ty to uczynisz. Chcę, żeby była chrześcijanką; przyrzeknij mi, że utorujesz jej drogę, do nawrócenia.
— Utoruję z łatwością — odparła Gera — w sercu tego dziecka tleją wszystkie cnoty chrześcijańskie, umieraj spokojna o córkę.
Nazajutrz rozlegÅ‚a siÄ™ wieść, że siostra Marcelusa Petroniusza zmarÅ‚a nagle. WÅ›ród koÅ‚a znajomych i przyjaciół oczekiwano wspaniaÅ‚ego pogrzebu, a potem okazalszej jeszcze uczty żaÅ‚obnej. Å?ucya wybraÅ‚a natychmiast z pomiÄ™dzy matron rzymskich niejakÄ… SabinÄ™, wdowÄ™ bezdzietnÄ…, żeby jej zastÄ…piÅ‚a miejsce ciotki. ByÅ‚a to kobieta Å›wiatowa, niczem nie podobna do cnotliwej i poważnej Waleryi. Sabina z radoÅ›ciÄ… przyjęła propozycyÄ™, którÄ… w istocie sama nasunęła córce Marcelusa. tłómaczÄ…c jej, iż za mÅ‚odÄ… jest, aby mogÅ‚a siÄ™ obejść bez opieki. Åšwiatowej niewieÅ›cie uÅ›miechaÅ‚o siÄ™ życie w domu możnej patrycyuszki. Zanim jeszcze wyniesiono zwÅ‚oki zmarÅ‚ej z domu Petroniusza, już sprowadziÅ‚a siÄ™ do niego i rozgoÅ›ciÅ‚a w paru pokojach zajmowanych przez nieboszczkÄ™. Nazajutrz miaÅ‚ siÄ™ odbyć pogrzeb, po którym Å?ucya i Sabina miaÅ‚y zaprosić życzliwych przyjaciół na wieczerzÄ™. Å?ucya kazaÅ‚a niewolnicom przygotować


