www.netmag.com.pl

Aktea : powieść na tle dziejów rzymskich - strona 54
— Co to za siła, którą on pokonywa, co to za broń, którą on walczy? — pytała siebie i odwracała spojrzenia od Kajusa, by nie spostrzegł uczuć, jakie budzą się w jej duszy.
Skazany nie spuszczał wzroku z rozbrojonego nieprzyjaciela, chciał pokazać poganom swoją moc, potęgę, swej wiary i zadziwił wszystkich; pospólstwo i możni patrzyli w zdumieniu na pokonane zwierzęta; jeszcze chwila, a tłum wołać pocznie:
— Å?aski! Å‚aski dla skazanego, dla pogromcy lwów.
Lecz tej chwili nie doczekał już biskup Antyochii; on pragnął umrzeć, dać świadectwo nowe, że chrześcijanin oddaje z ochotą życie za naukę Chrystusa, bo w niej szczęście, zbawienie ludzkości widzi.
Więc podniósł wzrok w górę.
— Ojcze, ducha mego przyjmij! — rzekÅ‚. Lwy zaryczaÅ‚y w odpowiedzi, a mszczÄ…c siÄ™ za upokorzenie doznane, skoczyÅ‚y zwyciÄ™zcy na pierÅ› i kÅ‚y swe ostre zagłębiÅ‚y w jego ciele; Walerya omdlaÅ‚a znowu, teraz nie sÅ‚yszaÅ‚a już nawet wezwaÅ„ Å?ucyi; mimo obawy posÄ…dzeÅ„ trzeba byÅ‚o cyrk opuÅ›cić; Kajus sprowadziÅ‚ niewolników, którzy wynieÅ›li nieprzytomnÄ… z loży.
Podczas nocy, która nastała po tem przedstawieniu, mieszkańcy Rzymu widzieli dążący ulicami miasta orszak ludzi. Kto oni byli? co nieśli? nikt nie wiedział, lecz nazajutrz szeptano po mieście, iż chrześcijanie wywieźli z Rzymu szczątki swego biskupa, by je uroczyście w Antyochii pochować.