www.netmag.com.pl

Aktea : powieść na tle dziejów rzymskich - strona 44
uwielbienie w jej obudziła; litowała się nad nimi i czciła ich zarazem.Świtało już, gdy goście Marcelusa opuścili dom jego. Aktea zwolna udała się do siebie, lecz spać nie mogła; zmęczoną jednak była, więc rzuciła się na posłanie, ale rychło zerwała się z niego przestraszona: blade twarze męczenników otoczyły jej łoże i nachyliwszy się ku niej, zdawały się szeptać: "Strasznie cierpieliśmy". Uciekła przed nimi do m. atki. Walerya właśnie się obudziła i ujrzawszy wchodzącą, skinęła na nią. Aktea przytuliła się do niej.
— Mamo, czyś ty słyszała o tych chrześcijanach, których tylu okrutny Nero namordował, a których Trajan zaczyna prześladować? — drżącym zapytała głosem. — Podobno ma z nich urządzić krwawe przedstawienie w cyrku?
— Kto ci to powiedział, dziecko? — krzyknęła Walerya i twarz jej pobladła śmiertelnie, poczem przytuliwszy mocniej córkę do siebie, drżeć na całem ciele poczęła.
— Czy ty ich znasz, mamo? — spytało zdziwione dziewczę.
Walerya już zapanowała nad sobą i pocałowała dziewczynkę w czoło.
— Żal mi tych nieszczęśliwych — odparła.
Wejście jednej z niewolnic przerwało tę rozmowę.
— Marcelus Petroniusz chce się z tobą widzieć, pani — rzekła niewolnica.