Aktea : powieść na tle dziejów rzymskich - strona 20
Å?ucya spuÅ›ciÅ‚a oczy, rumieniec wstydu wystÄ…piÅ‚ na jej lica.
— Czemuż ojciec sztylet mi podarował — próbowała się tłómaczyć.
— Bo sądził, że dzieckiem już nie jesteś i na słabszych go nie użyjesz.
— Za późne uwagi — mruknęła Å?ucya — zamiast Å‚ajać, wybierz raczej, ciotko, sukniÄ™, jakÄ… mam wÅ‚ożyć; wszak jestto życzeniem mego ojca.
— Wybiorę, gdy ranę Zary opatrzę, jeśli jest niebezpieczną, nie pojadę z tobą, lecz siądę przy chorej i czuwać nad nią będę — odparła z niebywałą u niej stanowczością.
BÅ‚ysk gniewu strzeliÅ‚ z oczu Å?ucyi, chciaÅ‚a coÅ› powiedzieć, lecz w tej wÅ‚aÅ›nie chwili odchyliÅ‚a siÄ™ kotara, zasÅ‚aniajÄ…ca drzwi od przylegÅ‚ej komnaty i do sypialni Å?ucyi weszÅ‚a Dydona, prowadzÄ…c pod ramiÄ™ przeÅ›liczne, jasnowÅ‚ose dziewczÄ™, niewolnicÄ™ z północnych krain pochodzÄ…cÄ…, której na imiÄ™ byÅ‚o Zara.
Walerya zbliżyła się do niej.
— Gdzieżeś ranna? — spytała.
Zara odsÅ‚oniÅ‚a lewe ramiÄ™, rana nie byÅ‚a głęboka, tylko upÅ‚yw krwi osÅ‚abiÅ‚ dziewczÄ™. Walerya opatrzyÅ‚a jÄ… wiÄ™c prÄ™dko i uspokoiÅ‚a siÄ™ nieco; poleciÅ‚a wszakże Zarze, aby oddaliÅ‚a siÄ™ do swej izdebki i caÅ‚y dzieÅ„ żadnej pracy siÄ™ nie imaÅ‚a. Gdy ta odeszÅ‚a, rzekÅ‚a do Å?ucyi:
— Pojadę pod tym warunkiem, gdy mi przyrzeczesz, iż cały tydzień nie każesz pracować tej biednej dziewczynie.
— Bo sądził, że dzieckiem już nie jesteś i na słabszych go nie użyjesz.
— Za późne uwagi — mruknęła Å?ucya — zamiast Å‚ajać, wybierz raczej, ciotko, sukniÄ™, jakÄ… mam wÅ‚ożyć; wszak jestto życzeniem mego ojca.
— Wybiorę, gdy ranę Zary opatrzę, jeśli jest niebezpieczną, nie pojadę z tobą, lecz siądę przy chorej i czuwać nad nią będę — odparła z niebywałą u niej stanowczością.
BÅ‚ysk gniewu strzeliÅ‚ z oczu Å?ucyi, chciaÅ‚a coÅ› powiedzieć, lecz w tej wÅ‚aÅ›nie chwili odchyliÅ‚a siÄ™ kotara, zasÅ‚aniajÄ…ca drzwi od przylegÅ‚ej komnaty i do sypialni Å?ucyi weszÅ‚a Dydona, prowadzÄ…c pod ramiÄ™ przeÅ›liczne, jasnowÅ‚ose dziewczÄ™, niewolnicÄ™ z północnych krain pochodzÄ…cÄ…, której na imiÄ™ byÅ‚o Zara.
Walerya zbliżyła się do niej.
— Gdzieżeś ranna? — spytała.
Zara odsÅ‚oniÅ‚a lewe ramiÄ™, rana nie byÅ‚a głęboka, tylko upÅ‚yw krwi osÅ‚abiÅ‚ dziewczÄ™. Walerya opatrzyÅ‚a jÄ… wiÄ™c prÄ™dko i uspokoiÅ‚a siÄ™ nieco; poleciÅ‚a wszakże Zarze, aby oddaliÅ‚a siÄ™ do swej izdebki i caÅ‚y dzieÅ„ żadnej pracy siÄ™ nie imaÅ‚a. Gdy ta odeszÅ‚a, rzekÅ‚a do Å?ucyi:
— Pojadę pod tym warunkiem, gdy mi przyrzeczesz, iż cały tydzień nie każesz pracować tej biednej dziewczynie.


