www.netmag.com.pl

Aktea : powieść na tle dziejów rzymskich - strona 17
Ani razu gniewem nie wybuchnął, ani jednej obelgi katoni w twarz nie rzucił: zawieszony na krzyżu, konał cicho w mękach najsroższych, a gdy pragnienie poczęło go palić: "pić" wymówił głosem słabym. Żołnierz, na straży stojący, podał mu octu z żółcią. On, gorycz poczuwszy, wzniósł znowu wzrok w górę i szepnął: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. "
W chwili ostatniej modlił się zatem do swego Boga za nieprzyjaciół swoich... I tak skonał cichy, pokorny, pełen poddania się woli Bożej, a u stóp krzyża stała matka Jego, Marya, równie cicha i pokorna: nie złorzeczyła oprawcom i sędziom syna swego, nie przeklinała ich, ale za przykładem swego. Najmilszego mówiła: "Bądź wola twoja, Panie!"
I pokora ta zwyciężyła złość ludzką, Bóg Maryi cud sprawił: Oplwany, wyszydzony i umęczony; powstał z grobu i królem uznały go setki ludzi, potem tysiące, potem miliony, a z czasem miliany milionów go uznają, bo On ciągle zwycięża swoich nieprzyjaciół. Państwo jego objęło szerokie obszary ziemi, a z czasem szersze obejmie, a w końcu granic nie będzie miało; cała ziemia panem go swoim uzna, bo On ciągle podbija... I nie było, nie ma i nie będzie drugiej takiej potęgi, jaka jego jest i nie znajdzie się takiej złości, któraby wielkość Jego obalić mogła.
— Gdzież to państwo, jak się zowie ten krótki, spytali jednocześnie Aktea i Wicyniusz, a w oczach ich paliła się ciekawość i zdziwienie.