Aktea : powieść na tle dziejów rzymskich - strona 16
grzesznym, nie zginał się i czołem przed nim nie, bił, bo On kolano zginał tylko przed Bogiem swoim Bogiem prawdy, dobroci i sprawiedliwości... Gdy spotkał trędowatego, nie uciekał od niego, lękając się zarazy, lecz zapominając o sobie, leczył go i pocieszał; gdy grzesznego widział, to nie odwracał się od niego z pogardą, szyderstwem go nie karał, ani okrutnym dlań nie był, lecz poprawić go usiłował, a kiedy burzyli się nań za to inni, pytał ich:
"Któż z was jest bez grzechu?"
Bogactw nie łaknął, na możnych Wołał, aby tem, co posiadają, dzielili się z tymi, którzy łakną z głodu umierają... Więc chciwi, dumni, zazdrośni znienawidzili Tego, który wołał głośno:
"Najuboższy, najnędzniejszy jest twoim bratem, wszyscyśmy równi w obliczu Boga, Pana wszechświata, wszystkich, jak braci, kochać należy i dobro m świadczyć. "
Znienawidzili Go i zgubić postanowili; oskarżyli, iż zamierza ogłosić się królem żydowskim, że wśród pospólstwa, zdobywa sobie stronników. Wkrótce też wyrok śmierci wydanym został na niewinnego, krzyżowano Go; zanim jednak umęczono, naigrawano się zeń boleśnie: koronę cierniową wbili mu na czoło, krew spływała kroplami z jego skroni; purpurowy płaszcz włożyli na jego ramiona: "Król! król!" - krzyczeli, szydząc i pokazując Go palcami. On z pokorą, bez skargi znosił szyderstwa i wzrok w górę podnosząc, szukał tam Boga swego i mówił:
" Bądź wola twoja, Panie!"
"Któż z was jest bez grzechu?"
Bogactw nie łaknął, na możnych Wołał, aby tem, co posiadają, dzielili się z tymi, którzy łakną z głodu umierają... Więc chciwi, dumni, zazdrośni znienawidzili Tego, który wołał głośno:
"Najuboższy, najnędzniejszy jest twoim bratem, wszyscyśmy równi w obliczu Boga, Pana wszechświata, wszystkich, jak braci, kochać należy i dobro m świadczyć. "
Znienawidzili Go i zgubić postanowili; oskarżyli, iż zamierza ogłosić się królem żydowskim, że wśród pospólstwa, zdobywa sobie stronników. Wkrótce też wyrok śmierci wydanym został na niewinnego, krzyżowano Go; zanim jednak umęczono, naigrawano się zeń boleśnie: koronę cierniową wbili mu na czoło, krew spływała kroplami z jego skroni; purpurowy płaszcz włożyli na jego ramiona: "Król! król!" - krzyczeli, szydząc i pokazując Go palcami. On z pokorą, bez skargi znosił szyderstwa i wzrok w górę podnosząc, szukał tam Boga swego i mówił:
" Bądź wola twoja, Panie!"


