www.netmag.com.pl

Aktea : powieść na tle dziejów rzymskich - strona 109
ta pochylaÅ‚a siÄ™ nad Å‚ożeni starca, lub gdy gÅ‚odne, brudne maleÅ„stwa pieÅ›ciÅ‚a. Å?ucya myÅ›laÅ‚a sobie:
JacyÅ› my inni od nich. "
Myśląc tak, uciekała do miłych wspomnień, do uczty wczorajszej, aby się trzeźwić w tej ciemnocie, w tym zaduchu nędzy. Akteę przeciwnie, widok tych nieszczęśliwych trzeźwił z rozmarzenia, jakie ją ogarnęło, z czaru, któremu dała się owładnąć.
WracaÅ‚y obie milczÄ…ce i zamyÅ›lone do domu. Dopiero gdy ujrzaÅ‚y go w dali, Å?ucya siÄ™ odezwaÅ‚a:
— Wy, chrześcijanie, lepsi jesteście od nas, tego nie przeczę: niedola drugich tak żywo was obchodzi, jak własna... Lecz czy szczęśliwsi jesteście od nas, o tem wątpię... Gdy wspomnę owych biedaków, pracujących w ciężkich łańcuchach przy budowie willi Trajana, tych nieszczęśliwych, szarpanych w cyrku przez dzikie potwory, wówczas wzdrygam się cała i bogom dziękuję, że chrześcijanką nie jestem... Nie wierzę w to, o co oskarżają ich; gdyby byli podpalaczami i oszustami nie należałabyś do nich; podziwiam ich i żałuję jednocześnie... Biedni oni, zaiste bardzo biedni!
— Oni nie biedni, oni szczęśliwi, Å?ucyo — rzekÅ‚a Aktea.
— Nie wierzę.
— Pójdź ze mną choć raz do więzienia, gdzie oczekują śmierci, a przekonasz się.
— Dodrze, pójdźmy, chociażby dzisiaj...
— Dzisiaj, tem lepiej — rzekła Aktea — jutro mają się odbyć igrzyska z chrześcijanami, dawno