www.netmag.com.pl

Ajas : tragedia Sofoklesa - strona 77
Z pogodnem mnie czołem przyjął łaskawie.
[1010] Sam gdybym wrócił? bez ciebie? Bo czemu?
On, co i w szczęściu nie patrzy wesoło?
Czy złość swą ukryje? czyż łajać nie będzie,
Na mnie, potomka z niewiasty w plen wziętej!
Co zdradził ciebie, najdroższy Ajasie.
[1015] Chytrze, podłością, tchórzostwem, podstępem,
Aby po śmierci dom posiąść i tron twój!
Tak rzeknie mąż prędki, chmurny latami,
Który z niczego się gniewem zapala.
W końcu wyrzeknie się, z kraju wyświeci,
[1020] Mnie niewolnikiem, nie wolnym ogłosi!
To w domu mnie czeka...
A w Troi dla mnie
Mało kto chętny — a wrogów moc wielka!
A temu wszystkiemu jest winna twa śmierć.
Biada! co czynić? jak z ciebie wydobyć
[1025] Miecz ten błyszczący i pełen goryczy?
Sprawcę twej śmierci! Poznałeś nareszcie,
Że Hektor choć martwy, na tobie się mści?
(Rozważcie na bogów! śmiertelnych dwóch los,
Tu — Hektor, którego Ajas obdarzył
[1030] Pasem... przywiązan do wozu tym darem.
Póty był wleczon, aż ducha wyzionął.
Ten zaś... dostawszy ten miecz od Hektora,
Od daru też zginął pchnięciem śmiertelnem.
Czyż więc ten miecz nie ukuła Erinnys?
[1035] Pas nie wyrobem Hadesa dzikiego?
Ja sądzę, że to, jak wszystko też inne.
Dzieje się ludziom z bożego dopustu.