www.netmag.com.pl

Ajas : tragedia Sofoklesa - strona 57
Nauczę się odtąd kłaniać Atrejdom,
Oni zwierzchnicy — więc kłaniać się trzeba.
Wszakże co straszne, co groźne w przyrodzie
[670] Przed władzą się korzy. Śnieżne zawieje
Wnet ustępują traworodnej wiośnie.
Ciemny strop nieba nocnego da miejsce
Dniowi białemu, by światłem zajaśniał.
Wichry to piętrzą to kładą bałwany
[675] Morza grzmotnego; a sen wielowładny
To chwyta, to puszcza — wiecznie nie wiąże.
A jabym się nie miał rządzić rozsądkiem?
Właśniem doświadczył i powziął naukę:
Z wrogiem o tyle obchodzić się wrogo,
[680] By mógł w przyszłości być mym przyjacielem;
A z przyjacielem o tyle być szczerym.
Jak z przyszłym wrogiem. Po większej bo części
Niepewna jest przystań ludzkiej przyjaźni.
Lecz o tem dosyć.
(do Tekmessy)
Ty zaś niewiasto,
[685] Wejdź spiesznie do szatry, módl się do bogów,
Niech spełni się, czego serce me pragnie.
(do chóru)
Wy zaś, mężowie, z nią razem to czyńcie
Dla mej miłości i zlećcie Teukrowi,
By mnie miał w opiece, a was w przyjaźni.
[690] Tam bowiem się spieszę, dokąd pójść trzeba.