www.netmag.com.pl

Ajas : tragedia Sofoklesa - strona 27
ATHENA.
Ależ ci ręczę, nie ujrzy on ciebie.

ODYSSEUSZ.
Jak kto? gdy patrzy oczy własnemi?

ATHENA.
[85] By był najbystrzejszy, przytępię mu wzrok.

ODYSSEUSZ.
Za sprawą bogów stać wszystko się może.

ATHENA,
Stójże więc cicho i zostań na miejscu.

ODYSSEUSZ.
Stoję, lecz wolę, bym jego nie widział.

ATHENA.
Ajasie! słuchaj! powtórnie cię wołam
[90] Tak mało o swego dbasz sprzymierzeńca?

AJAS.
(wychodząc zmęczony i krwią zbroczsny).
Witaj! Atheno! witaj! córo Zeusa!
Jak w porę przybyłaś! Ciebie uwieńczę
Złotemi wiankami za tę wyprawę.

ATHENA.
Bardzo chwalebnie. Lecz powiedz mi, proszę,
[95] Dzielnie topiłeś miecz w piersiach Achejów?