Agent policyjny : (z papierów po Hektorze Blau) - strona 81
— Dużo?
— On mówi rubli kilkadziesiąt — no pry objiskie niczewo nie naszli u nich.
— A on zeznał?
— Niet! powiada, że nie wziął.
— To zamieczennyj?
— Konieczno. Alfons posljedniawo razrjada.
— Dajcie go do mnie!
— Haraszos. Ja i tak zawtra utrom by wam go atasłał w sysknoje atdielenje.
— Ja z nim tutaj pomówię trochę!
— Tu?
— Można w areszcie. On sam?
— Sam.
— Tak pajdiom!
Wstali. Oczy Hektora Blau'a iskrzyły się. Na bladą twarz wypłynął lekki rumieniec, a nozdrza poczynały się rozdymać. Wyszli na korytarz, gdzie był cyrkułowy areszt.
Odemknięto ciemnawą celę. W głębi, pod niewielkiem zakratowanem i wysoko umieszczonem okienkiem, siedział na drewnianych narach młody jeszcze człowiek, ubrany w ciemny, marynarkowy garnitur w miękkim kapeluszu na głowie. Nad podniesionym kołnierzem kurtki rysowała się w półświetle twarz cyniczna i zuchwała, nosząca wyraźne piętno częstego użycia alkoholu i ekscesów zmysłowych.
— On mówi rubli kilkadziesiąt — no pry objiskie niczewo nie naszli u nich.
— A on zeznał?
— Niet! powiada, że nie wziął.
— To zamieczennyj?
— Konieczno. Alfons posljedniawo razrjada.
— Dajcie go do mnie!
— Haraszos. Ja i tak zawtra utrom by wam go atasłał w sysknoje atdielenje.
— Ja z nim tutaj pomówię trochę!
— Tu?
— Można w areszcie. On sam?
— Sam.
— Tak pajdiom!
Wstali. Oczy Hektora Blau'a iskrzyły się. Na bladą twarz wypłynął lekki rumieniec, a nozdrza poczynały się rozdymać. Wyszli na korytarz, gdzie był cyrkułowy areszt.
Odemknięto ciemnawą celę. W głębi, pod niewielkiem zakratowanem i wysoko umieszczonem okienkiem, siedział na drewnianych narach młody jeszcze człowiek, ubrany w ciemny, marynarkowy garnitur w miękkim kapeluszu na głowie. Nad podniesionym kołnierzem kurtki rysowała się w półświetle twarz cyniczna i zuchwała, nosząca wyraźne piętno częstego użycia alkoholu i ekscesów zmysłowych.


