Agent policyjny : (z papierów po Hektorze Blau) - strona 59
— Czy żona pańska też z niej zadowolona?
— Moja żona?
— No przecież nie moja!
— Zdaje się zadowolona... czasem trochę ją łaje — narzeka — no, ale kobiety to zawsze...
— Aha! zatem żona mniej... i pan nie wie czy ona jest przystojna. I jest pan pewny, że ona nie ma kochanka. A mnie się zdaje, że ma i — że go znam. Ale na razie mniejsza o to! Proszę pana — panu skąd zginęły te pieniądze?
— Z domu, proszę pana! z własnego mego mieszkania!
— Pan takie sumy trzyma w domu? Ma pan może kasę?
— O nie! w kasie pieniądze się źle trzymają!
— Więc gdzie je pan chował? w biurku?
— Różnie, proszę pana! w biurku, czasem w szafie, czasem w kuferku. Nie lubię, żeby długo leżały w jednem miejscu. Może ktoś dojść. W zeszłym roku chowałem w fortepianie, bo u nas stoi, a nikt nie grywa. Ale raz przyszli goście, zachciało im się brzdąkać — musiałem wyjmować... Więc teraz już gdzieindziej, zwykle...
— Aha! Proszę pana — pan jest człowiek bogaty?
— Moja żona?
— No przecież nie moja!
— Zdaje się zadowolona... czasem trochę ją łaje — narzeka — no, ale kobiety to zawsze...
— Aha! zatem żona mniej... i pan nie wie czy ona jest przystojna. I jest pan pewny, że ona nie ma kochanka. A mnie się zdaje, że ma i — że go znam. Ale na razie mniejsza o to! Proszę pana — panu skąd zginęły te pieniądze?
— Z domu, proszę pana! z własnego mego mieszkania!
— Pan takie sumy trzyma w domu? Ma pan może kasę?
— O nie! w kasie pieniądze się źle trzymają!
— Więc gdzie je pan chował? w biurku?
— Różnie, proszę pana! w biurku, czasem w szafie, czasem w kuferku. Nie lubię, żeby długo leżały w jednem miejscu. Może ktoś dojść. W zeszłym roku chowałem w fortepianie, bo u nas stoi, a nikt nie grywa. Ale raz przyszli goście, zachciało im się brzdąkać — musiałem wyjmować... Więc teraz już gdzieindziej, zwykle...
— Aha! Proszę pana — pan jest człowiek bogaty?


