www.netmag.com.pl

Agent policyjny : (z papierów po Hektorze Blau) - strona 37
Minczewski postąpił kilka kroków ku drzwiom sąsiedniego pokoju. Na czole jego zaperlił się pot.
— Mów pan — rzekł jakimś zdławionym głosem — czy pan... przychodzisz... tu... żeby... mnie... mnie...
Nie mógł skończyć. Urwał.
Blau wstał zwolna i wbijając spojrzenie swe w szeroko roztwarte, osłupiałe jakieś nagle źrenice bankiera, milcząc i uśmiechając się wciąż, szedł ku niemu.
Stanąwszy tuż, wziął go za klapę żakietu. Minczewski mimowolnie lewą ręką uchwycił rąbek zwieszającej się portyery. Był teraz zielono-siny.
— Jaki pan jesteś nerwowy! — zaczął Blau, nie przestając się uśmiechać i patrzeć mu w oczy — pan powinieneś się leczyć, to poważna choroba! Pytasz pan poco przyszedłem i niewiem dlaczego boisz się mojej odpowiedzi! Czego się pan lękasz?
Minczewski odwrócił głowę z wysiłkiem, odrywając oczy od błyszczących źrenic Blau'a.
— No, no! pan gotów zemdleć! Uspokój się pan! może szklankę wody — zadzwonić?
— Nie, nie! nie trzeba!
— Usiądź-że pan! pogawędzimy — przyszedłem... hm! — prosić pana o małą drobnostkę!
Minczewski odetchnął z ulgą.