Agent policyjny : (z papierów po Hektorze Blau) - strona 21
— No... co..? poszło..?
— Ależ naturalnie! jak po maśle.
— Wzięli?
— I resztę wydali! Ani im do głowy nie przyszło jaki paradny robią interes!
— I wszystko dobrze?
— Ależ dobrze! Sto razy mam powtarzać? Me denerwuj się pan!
— Możeby lepiej zaraz jechać..?
— ZwaryowaÅ‚eÅ› pan, czy co? niechże siÄ™ przekonam jak siÄ™ bieg skoÅ„czy! PostawiÅ‚em na siódemkÄ™, tego karego co idzie drugi od bandy. NajwiÄ™kszy gaÅ‚gan z tej caÅ‚ej stawki — ale stajnia dobra, Sonnenberga. Nie można powiedzieć, żeby absolutnie szans nie miaÅ‚... W wyÅ›cigu, widzisz pan, wszystko zależy od nieprzewidzianych okolicznoÅ›ci. Ten "Floridor" nigdy nic nie zrobiÅ‚, jest dużo niższej klasy od koni Grabowskiego i Å?azarewa — ale jego stajnia na darmoby go nie puszczaÅ‚a, gdyby nie byÅ‚o rachuby na... szansÄ™ wypadkowe! Mieli do tego biegu zapisanego innego konia, lepszego i wycofali go, a temu każą gonić... w tem może coÅ› być...
— Żeby tylko tam w kasie nie było nic! westchnął Minczewski.
— Przestaniesz pan wzdychać? czego się pan boisz? nie przeszkadzaj mi pan obserwować.
— Ależ naturalnie! jak po maśle.
— Wzięli?
— I resztę wydali! Ani im do głowy nie przyszło jaki paradny robią interes!
— I wszystko dobrze?
— Ależ dobrze! Sto razy mam powtarzać? Me denerwuj się pan!
— Możeby lepiej zaraz jechać..?
— ZwaryowaÅ‚eÅ› pan, czy co? niechże siÄ™ przekonam jak siÄ™ bieg skoÅ„czy! PostawiÅ‚em na siódemkÄ™, tego karego co idzie drugi od bandy. NajwiÄ™kszy gaÅ‚gan z tej caÅ‚ej stawki — ale stajnia dobra, Sonnenberga. Nie można powiedzieć, żeby absolutnie szans nie miaÅ‚... W wyÅ›cigu, widzisz pan, wszystko zależy od nieprzewidzianych okolicznoÅ›ci. Ten "Floridor" nigdy nic nie zrobiÅ‚, jest dużo niższej klasy od koni Grabowskiego i Å?azarewa — ale jego stajnia na darmoby go nie puszczaÅ‚a, gdyby nie byÅ‚o rachuby na... szansÄ™ wypadkowe! Mieli do tego biegu zapisanego innego konia, lepszego i wycofali go, a temu każą gonić... w tem może coÅ› być...
— Żeby tylko tam w kasie nie było nic! westchnął Minczewski.
— Przestaniesz pan wzdychać? czego się pan boisz? nie przeszkadzaj mi pan obserwować.


