www.netmag.com.pl

Agent policyjny : (z papierów po Hektorze Blau) - strona 20
— Aż się bieg skończy! chcę się przecież dowiedzieć, czy ten bilet nam szczęście przyniesie! Stawiam umyślnie na takiego "fuksa", że jeżeli ta szkapa przyjdzie, to zapłacą ze sto rubli!
— Całe pięćset pan walisz?
— Nie, tylko dwieście. — Ale jeżeli wygramy to uwierzę, że nareszcie trafiliśmy na właściwą drogę!
— Co tam wygrana! Główna rzecz, żeby poszło!
— Pójdzie! zobaczysz pan. Więc spotkamy się na trybunie?
— Dobrze. Idź pan już!
— Idę!
Konie wychodziły już na tor. Pole było dość liczne, stawało bowiem dziesięć koni, w tem cztery czołowe bieguny wielkich, znanych stajen. Minczewski wszedł na trybunę i stanął w jednej z pustych lóż. Był trochę niespokojny i ręce mu drżały nerwowo. Dla nabrania równowagi dobył lornetę i zaczął przypatrywać się koniom. Wyścig był dwuwiorstowy, startowano więc z przed trybun i publiczność przypatrywała się bacznie.
— Patrz pan na tego karego — dżokej w wiśniowej kurtce w czarne pasy, drugi od bandy — mówił Okólski, stając przy nim — na tego gramy!
Bankier opuścił lornetę.