Agent policyjny : (z papierów po Hektorze Blau) - strona 19
— Daj pan! wszystko jedno... co braknie do trzystu, to mi pan później doda! spotkamy się przecież!
Minczewski westchnął, potem dobył z pugilaresu sto pięćdziesiąt rubli, następnie zaś wyjął portmonetkę, a z niej dziewięć złotych pięciorublówek.
— Zostawiam sobie tylko pięć rubli i trochę drobnych — rzekł, podając Blau'owi pieniądze — ale proszę pana jeszcze raz, panie Blau — niech pan zaniecha tych żartów! poco ciągle jedno w kółko powtarzać?
— Ha! zrób pan co nowego, będziemy mieli świeży temat!
— Z panem to doprawdy nie można gadać!
— Można, można, panie Minczewski! pan o tem wiesz najlepiej! Ale co tam! nie będę panu już dziś psuł wątroby! chcę się odegrać teraz. No rozmarszcz się pan! do widzenia!
Zakręcił się i znikł w tłumie. Minczewski patrzył za nim czas jakiś przymrużonemi ze złości oczami.
— Żebyś ty raz zdechł, kanalio! mruknął i posunął się ku Okólskiemu, przechodzącemu mimo.
Zatrzymał go za rękaw.
— No? już?
— Idę teraz stawiać — odparł Okólski.
— Więc zaraz jedziemy.
Minczewski westchnął, potem dobył z pugilaresu sto pięćdziesiąt rubli, następnie zaś wyjął portmonetkę, a z niej dziewięć złotych pięciorublówek.
— Zostawiam sobie tylko pięć rubli i trochę drobnych — rzekł, podając Blau'owi pieniądze — ale proszę pana jeszcze raz, panie Blau — niech pan zaniecha tych żartów! poco ciągle jedno w kółko powtarzać?
— Ha! zrób pan co nowego, będziemy mieli świeży temat!
— Z panem to doprawdy nie można gadać!
— Można, można, panie Minczewski! pan o tem wiesz najlepiej! Ale co tam! nie będę panu już dziś psuł wątroby! chcę się odegrać teraz. No rozmarszcz się pan! do widzenia!
Zakręcił się i znikł w tłumie. Minczewski patrzył za nim czas jakiś przymrużonemi ze złości oczami.
— Żebyś ty raz zdechł, kanalio! mruknął i posunął się ku Okólskiemu, przechodzącemu mimo.
Zatrzymał go za rękaw.
— No? już?
— Idę teraz stawiać — odparł Okólski.
— Więc zaraz jedziemy.


