Agaj-Han : powieść historyczna - strona 9
Oparła się o sosnę owdowiała pani, przy ognisku palącym się dotąd, pod pokryciami z skór, ostatkami namiotu wiszącymi na gałęziach — na pół słyszy, na pół myśl gdzie indziej lata, gdzieś tam ku Kremlinowi, gdzieś tam na tron carów się wspina po głowach bojarów. —
A on zapalony, niewstrzymany, z czołem, na którym błyszczy tysiąc wspomnień i nadziei, nie już sługa Tatar na dworze Dymitra i Maryny, ale młodzian z krain południowych Azji, marzeń ognistych rozhuźdany goniec, pustyń dziecko promieniami słońca karmione, łowczy za tygrysem i lampartem, farys z Szczęśliwej Arabii, kochanek dziewic o czarnym oku i włosie, bohatyr w walkach na wielbłądzie i dżanecie — ciągnął
jmpsport.com.pl
Lampy do solarium
dalej z żywymi poruszeniami, podnosząc głos jakby do śpiewu, ale śpiewowi nie całkiem folgując, by wyraźniejszymi były słowa.
— Na różańcu mego ojca tyle rubinów, ile tysiąców go słuchało, tyle diamentów, ile miast pod nim; w haremie tyle dziewic, ile gwiazd na niebie, a jedna tylko królowa, blada jak miesiąc, z oczyma jak szafiry, z rzędem pereł w kielichu ust różanych — matka moja.
Namioty ojca, jak fale wielkiego morza, bieleją na stepach, kiedy Azraela wezwie do boku. — Stada koni, hordami rycerzy obsiadłe, latają gdyby Simumu wiry. — Złote ostrza spis tleją przy jego namiocie w nocy, jak zbiór gwiazd, na straży przy świętej jego głowie — a mnie, dziecku, zmiatają kurz z drogi czoła hanów i paszów, powietrze chłodzą wachlarze dziewic i brzmią u wchodu do życia poetów lutnie, wieszczby proroków, wśród chmur z kadzideł, w ogrodach z róż, gdzie fontanny biją tęczami, gdzie motyle drogimi kamieńmi, a kwiaty motylów kochanki, piasek złotem połyska i każde dźbło trawy nad szmaragd jaśniejsze.
A kiedym wyrósł niemowlęciu nad głowę, klacz mi osiodłali emiry i strzemię srebrne trzymali, kark podstawiając pod stopę siadającemu — i łuk jednorożcowy mi dali, sajdak z kości słoniowej i strzały z drzewa róży
A on zapalony, niewstrzymany, z czołem, na którym błyszczy tysiąc wspomnień i nadziei, nie już sługa Tatar na dworze Dymitra i Maryny, ale młodzian z krain południowych Azji, marzeń ognistych rozhuźdany goniec, pustyń dziecko promieniami słońca karmione, łowczy za tygrysem i lampartem, farys z Szczęśliwej Arabii, kochanek dziewic o czarnym oku i włosie, bohatyr w walkach na wielbłądzie i dżanecie — ciągnął
Darmowa reklama:
Sztormiaki
Podzielasz nasze zainteresowania? Zobacz Sztormiaki - licza się najlepsi.jmpsport.com.pl
Lampy do solarium
— Na różańcu mego ojca tyle rubinów, ile tysiąców go słuchało, tyle diamentów, ile miast pod nim; w haremie tyle dziewic, ile gwiazd na niebie, a jedna tylko królowa, blada jak miesiąc, z oczyma jak szafiry, z rzędem pereł w kielichu ust różanych — matka moja.
Namioty ojca, jak fale wielkiego morza, bieleją na stepach, kiedy Azraela wezwie do boku. — Stada koni, hordami rycerzy obsiadłe, latają gdyby Simumu wiry. — Złote ostrza spis tleją przy jego namiocie w nocy, jak zbiór gwiazd, na straży przy świętej jego głowie — a mnie, dziecku, zmiatają kurz z drogi czoła hanów i paszów, powietrze chłodzą wachlarze dziewic i brzmią u wchodu do życia poetów lutnie, wieszczby proroków, wśród chmur z kadzideł, w ogrodach z róż, gdzie fontanny biją tęczami, gdzie motyle drogimi kamieńmi, a kwiaty motylów kochanki, piasek złotem połyska i każde dźbło trawy nad szmaragd jaśniejsze.
A kiedym wyrósł niemowlęciu nad głowę, klacz mi osiodłali emiry i strzemię srebrne trzymali, kark podstawiając pod stopę siadającemu — i łuk jednorożcowy mi dali, sajdak z kości słoniowej i strzały z drzewa róży
Oznaczenia: Sztormiaki


