www.netmag.com.pl

Agaj-Han : powieść historyczna - strona 82
owe zaciera. Zaraza szerzy się po wojsku, głód nastanie wkrótce, a zatem wódz każe stanąć, sobie szopę wystawić, przedniejszym rozbić namioty bojarom, nory w ziemi wykopać żołnierzom i  pokryć je sitowiem, co po jeziorach tu i owidzie rośnie; a że na siłach opadł, kładzie się na skóry niedźwiedzie i rozmyśla, jakby sobie i carowi dogodzić.
Dzień minął, noc minęła, żadnego powziąć nie zdołał zamiaru. — „Wyginą owe tysiące bez żywności i o takim mrozie; mniejsza o to — ale i ja może gdzie padnę na piasku lub jeśli ujdę zgonu, a wrócę z niczym, w domu zastanę niesławę, co minie u
  progu przywita; ale mniejsza o nią; więzienia i gniewu jego wieliczestwa się obawiam; żadnych mi nagród nie będzie."
A zatem zwołuje podrzędnych wodzów i bojarów; oni stoją w poszanowaniu naokoło łoża, wśród ścian trzęsących się od wichru, obitych skórami, porozwieszanych orężem.
— Radźcie — wolno każdemu zdanie powiedzieć. Przysłużycie się mnie, a ja, wiecie, żem u cara pierwszy na urzędzie i względzie.
Naciągną się twarze, najeżą się brody, słychać szelest szat, bo każdy rękę podnosi ku czołu i długim rękawem o rękaw sąsiada się zetrze. Radzą i rozważają, jako każdy może: ów rozpacza i zmrożoną pokazuje rękę; tamten spuszcza głowę i mruczy pod nosem; najdzielniejsi uśmiechają się, ale uśmiechem zwątpienia.
Horbroków wstrzymuje gniew, ale znać, iż wkrótce wybuchnie; więc kilku głos zabierają i wystawiają trudy, które ponieść trzeba: „Nie słyszano nigdy nad brzegami Kaspii o tak ciężkiej zimie; nocy długie, gwiazd jak gdyby nigdy nie było na niebie, toż samo z księżycem. Tumany śniegu jak larwy szturmują do obozu; we dnie chmury czarne, nieporuiszone, chociaż wicher dmie z całej mocy. Jako słońce wygląda, zapomni się