Agaj-Han : powieść historyczna - strona 80
jedna ci pozostanie żelazna koszulka. [Szczęśliwy, jeśli ci własny miecz nie rozpryśnie w dłoni.] Bohatyry są posłańcami przeznaczenia, wieszczami, których natchnienie wywraca miasta i wytępia ludy — od kolebki do grobu siła ich pędzi nie znana, wszechmocna, której ani wrogi się nie mogą oprzeć w chwili zwycięstwa, ani oni sami w godzinie upadku. Pospolitym ludziom przystało się trapić, kiedy śmierć przewidują, ale nie temu, który z wyższego zrządzenia umiera; a żył w taki sposób, ze choćby legł w pustyni lub głębinie morza, stamtąd imię jego zmartwychwstanie jeszcze, by ziemię oblecieć.
A Marynie dotąd śni się o berle i Moskwie; niewieścia wyobraźnia żywszymi farbami świat wystroić umie i jeszcze wśród burzy tęczę nadziei rozwieść po chmurach. W jej objęciach Zarucki innym człowiekiem — posępność z czoła mu precz uchodzi, w ramionach, którymi kibić jej oplata, zdusiłby wszystkich wrogów swoich; ale kiedy przejdzie chwila uniesienia, kiedy nastąpi omdlenie rozkoszy, wtedy znów czuje, że go śmierć czeka.
Żal mu jednak zamiarów, nad którymi wiele nocy przeczuwał i doczekał się białego ranka; wreście schylił głowę przed Bogiem, dalej łudzić się nie myśli — dzieckiem na to, nie mężem być trzeba. „Do upadłego się bronić i upaść" — oto jego ostatnia pociecha; bo w tej ostatniej walce rozwinie wszystkie siły swoje — poznają nieprzyjaciele, jako lew osaczony kona.
Już też i jesień nadchodzi. Słońce nie tak wspaniale krąży po niebie, wichry od Kaspijskiego Morza śpiewają hymn śmierci kwiatom i drzewom, fale Wołgi pienią się od wściekłości, wokoło Astrachanu piramidy piasku wznoszą się i przechadzają w pustyni niby ruchome mogiły. Po zachodzie ogromna łuna widnokrąg
A Marynie dotąd śni się o berle i Moskwie; niewieścia wyobraźnia żywszymi farbami świat wystroić umie i jeszcze wśród burzy tęczę nadziei rozwieść po chmurach. W jej objęciach Zarucki innym człowiekiem — posępność z czoła mu precz uchodzi, w ramionach, którymi kibić jej oplata, zdusiłby wszystkich wrogów swoich; ale kiedy przejdzie chwila uniesienia, kiedy nastąpi omdlenie rozkoszy, wtedy znów czuje, że go śmierć czeka.
Żal mu jednak zamiarów, nad którymi wiele nocy przeczuwał i doczekał się białego ranka; wreście schylił głowę przed Bogiem, dalej łudzić się nie myśli — dzieckiem na to, nie mężem być trzeba. „Do upadłego się bronić i upaść" — oto jego ostatnia pociecha; bo w tej ostatniej walce rozwinie wszystkie siły swoje — poznają nieprzyjaciele, jako lew osaczony kona.
Już też i jesień nadchodzi. Słońce nie tak wspaniale krąży po niebie, wichry od Kaspijskiego Morza śpiewają hymn śmierci kwiatom i drzewom, fale Wołgi pienią się od wściekłości, wokoło Astrachanu piramidy piasku wznoszą się i przechadzają w pustyni niby ruchome mogiły. Po zachodzie ogromna łuna widnokrąg


