Agaj-Han : powieść historyczna - strona 73
wśród łupów i rzuciwszy o ziemię, roztłukł na drobne kawałki.
— Przysiągłem owej nocy, odpływając ma łódce, przed patronem moim św. Igorem, że bojara moskiewskiego gardło przypłaci śmierć Istambuła i Giemzy — wojewoda astrachański za bojara ujść może.
Umilikł i zdawał się dumać głęboko; kiedy po czwarty raz się ozwał, znać było drżenie w głosie.
— Chciałem przebaczyć.—Tu przez chwilkę mowę i oddech zatrzymał. — Żołnierze, prowadźcie go na śmierć!
Zemdlonego wynieśli z komnaty, a wódz niepewnym krokiem poszedł ku siedzeniu, sierść z grzyw końskich na nowo zatknął u kołpaka, ale zatłoczył głębiej pod klamrę, by już nie wyzierała więcej.
VIII
Przez całe lato gody w Astrachanie odprawiali mołodźcy; czasem na wycieczki wylatują, lecz niedługo bawią; z plonem i moskiewskimi głowami wracają; plon dzielą między siebie, głowy pokażą Sahajdacznemu, potem w Wołgę rzucą, zawiesiwszy kamień u szyi miasto kijowskiej relikwii, która gdzieś na pobojowisku została. W pałacu na wzgórzu zielonym, nad rzeką, przesiaduje pan i pani. Tak bowiem ich zowią od zdobycia Astrachanu.
Po salach, po galeriach nieraz widziano, jako się przechadzała Maryna, oparta na ramieniu Zaruokiego, jako on do niej przemawiał, już nie kłaniając się jak dawniej, jak ona odpowiadała bez zwykłej dumy. A jednak w owym żołnierzu, który więcej nocy przespał pod niebem niż pod dachem, który w obozach ssał pierś mamki, nauczył się imienia Boga i mordowania łudzi, pozostało uszanowanie dla piękności, która w nieszczęśliweij godzinie powierzyła się jemu.
— Przysiągłem owej nocy, odpływając ma łódce, przed patronem moim św. Igorem, że bojara moskiewskiego gardło przypłaci śmierć Istambuła i Giemzy — wojewoda astrachański za bojara ujść może.
Umilikł i zdawał się dumać głęboko; kiedy po czwarty raz się ozwał, znać było drżenie w głosie.
— Chciałem przebaczyć.—Tu przez chwilkę mowę i oddech zatrzymał. — Żołnierze, prowadźcie go na śmierć!
Zemdlonego wynieśli z komnaty, a wódz niepewnym krokiem poszedł ku siedzeniu, sierść z grzyw końskich na nowo zatknął u kołpaka, ale zatłoczył głębiej pod klamrę, by już nie wyzierała więcej.
VIII
Przez całe lato gody w Astrachanie odprawiali mołodźcy; czasem na wycieczki wylatują, lecz niedługo bawią; z plonem i moskiewskimi głowami wracają; plon dzielą między siebie, głowy pokażą Sahajdacznemu, potem w Wołgę rzucą, zawiesiwszy kamień u szyi miasto kijowskiej relikwii, która gdzieś na pobojowisku została. W pałacu na wzgórzu zielonym, nad rzeką, przesiaduje pan i pani. Tak bowiem ich zowią od zdobycia Astrachanu.
Po salach, po galeriach nieraz widziano, jako się przechadzała Maryna, oparta na ramieniu Zaruokiego, jako on do niej przemawiał, już nie kłaniając się jak dawniej, jak ona odpowiadała bez zwykłej dumy. A jednak w owym żołnierzu, który więcej nocy przespał pod niebem niż pod dachem, który w obozach ssał pierś mamki, nauczył się imienia Boga i mordowania łudzi, pozostało uszanowanie dla piękności, która w nieszczęśliweij godzinie powierzyła się jemu.


