www.netmag.com.pl

Agaj-Han : powieść historyczna - strona 72
Tu się zatrzymał i zdał się szukać kogoś wśród stojących Kozaków
—A ty, Sobolewski —mówił dalej, wskazując na jednego z nich —służyłeś mi za giermka w owej potrzebie z Achmetem Girajem; pamięta szli, jako biedna Giemza dokazywała pode mną? Trzy razy wskroś przez rzędy bisurmanów przebiłem się wtedy, a zawsze tak chyżo mnie niosła, że czasu nie miały ich oczy dobrze mierzyć, ich dżyryty dolatywać mnie! A mur on wysoki na uboczu łąki zielonej. Dobiegła, przesadziła, spadła na wszystkie cztery kopyta parsknęła i biegła dalej. A dziśz nich obojga białe kości na brzegach Pratwy — przeklęta owa noc, owa pogoń, owe tatarskie pacholę, przeklęci Moskale, niewierni Marynie, zmienniki, służalce Michała, popowskiego syna —oni mnie pozbawili najlepszego konia, najlepszej klaczy mojej!
I tu przestał; po chwili sięodezwał, ale jużgwałtowniej:
—Ja wam powiadam, słuchajcie, mołodźcy, słuchaj i ty, Greku, choć nie rozumiesz i słowa, boś nigdy nie bieżał po stepie, jadłeś, piłeśssałeś winograd na sofach — ja wam powiadam, że już nigdy nie zobaczycie nic równego! Jako psy do mnie przywiązane były, a jaka maść, a jaki polot ogona, a jaka falista grzywa — oczy gdyby węgle, szczery ogień buchał z nozdrzy! Istambuł miał gwiazdkę białą między uszami, ale Giemza cała czarna była. Kiedym świsnął, przybiegały do mnie, kiedym pogłaskał, z radości tarzały się w piasku, a krzyknąć, to klękały, by atwiej wsiąść było. Nie raz, ale sto razy ostrzegły mnie rżeniem, że nieprzyjaciel za borem, za wzgórzem, w borze; nie raz, ale sto razy życie im winienem. Cóż powiecie na to?
Nikt nie śmiał się ozwać.
— A ja wam powtarzam, że lepszych rumaków świat już nie obaczy.
To mówiąc, porwał za puchar z kryształu stojący