www.netmag.com.pl

Agaj-Han : powieść historyczna - strona 71
Grek to, co się wrodził żebrakiem na Archipelagu wyspie, a spanoszył się na dworze carów i wczoraj jeszcze panował nad Astrachanem jak trzytułny basza. W oczach tleje ostatek piękności naddziadów, ale na twarzy, wśród pryszczów od wina i zmarszczików lubieżności, lata bojaźń śmierci. Dotąd suknia wojewody na nim połyska; wprawdzie jej hafty rozerwane, podziurawione rękawy, pas osunął się na piersiach z zgruchotaną klamrą turkusową, czarne włosy kręcą się nad czołem, skąd zeszła pycha — ona do tego czoła już nigdy nie wróci.
Zarucki namyśla się w milczeniu; rysy, z początku surowe, wypogodniały; znać, że litość czy wzgarda przemogły nad prawem zdobywcy, nad zwyczajem owych wieków. Już usta się jego roztwierają, wnet wyrzeknie, by jeńca wypuścić; wtem spojrzał przypadkiem na poduszkę przy krześle — na niej leży jego bułat, karacena i kołpak się wznosi czarny, stalowymi obszyty pierścieńmi, sobolowym rąbkiem obwiedzion, nad którym świeci topaz w złoto oprawny — i u owej klamry dziwnie wygląda zatknięty kędzior jakowyś, spiekła krwią i brudem zmazany.
Wyrwał go syn stepów i skoczył z siedzenia, w pochmurności czoła zagasł już wschodzący nań brzask miłosierdzia; pomiędzy łupami przechadza się żywym krokiem, deptając zawoje, szaty, klingi, mnie w dłoni sierść ową i ciągle milczy wśród towarzyszy, którzy, zdziwieni i przelękli, usuwają się przed nim.
— Widzieliście — wreście zawoła — widzieliście sami, jako rącze były na suchym i na mokrym polu, w trzęsawiskach nie grzęzły, ale z kępy sadzały na kępę, w nurtach rzek pływać umiały gdyby dzikie wydry. Iwanie, byłeś ze mną, kiedy Istambuł uniósł mnie z pożaru Kołomny — wszak on potu nie żałował wtedy, by ocalić pana; od dymu i iskier nie odwracaj nozdrzy; leciał na zabój przez płomienie i rżał z odwagi.