www.netmag.com.pl

Agaj-Han : powieść historyczna - strona 67
Astrachanu wieże i mury dziwacznie się łamią, to wyskakując, to cofając się w tył; słychać brzmienie wieczornych modlitw, gdzieniegdzie światło zamignie, to lampa wejdzie na szczyt minaretu, to latarnia gdzieś błyśnie na wieży, znad okolicznych trzęsawisk mgła się podnosi i leniwa wlecze się w górę, na brzegach wicher się zakręci i wzbije tumany białawego kurzu — gwiazda zalśni wśród błękitu, poniżej meteor przeleci nad wyziewami. Choć robią cicho wiosłami, czasami się pożali uderzona fala. Niekiedy pomiędzy tyluma zbrojnymi chrzęst pancerza się ozwie szmer takowoż słychać, złożony z przytłumionych głosów, podobny brzękowi owadów nad błotami; czółna się zetrą z sobą w pędzie i stukną. Na każden z tych odgłosów rysy wodza pomimowolnie zadrgną, bo jemu dreszcz biega w piersiach jak młodzieńcowi, który się skrada pod okno lubej kochanki.
Zbliżyli się do wyspy — już mielizny podchwytują spód czajek i one więzną w mule. Wtedy z owego milczenia zgodnie, razem wydobyło się ogromne „hura", które nad wodami się rozległo, i pędzone wichrem, uderzyło o mury Astrachanu.
Wnet cała tłuszcza wali się ku miastu. Wśród kilkunastu zbrojnych statków została lektyka, a wódz pożegnał jej panią obietnicą zwycięstwa i poszedł do walki. Nie uszło chwil kilku, aż tu buchnie pożar; Wołgę ozłoci, niebo łuną rozkrwawi; ogień to wesela, przy którym hasają mołodźcy.
Kopuły, księżyce, krzyże, jako gwiazdy mordu, czerwono zabłysły nad miastem; między nimi pędzą kłęby dymu, które je przesłonią, to odkryją na przemian. Burza to pełna dziwów między niebem a ziemią, poniżej czarne postacie pląsają wśród płomienia, co chwila znikając jak duchy, to znowu wracając na widok, podług tego jak wicher przesłoni ich kurtynę z popiołów lub obwiedzie kręgiem z ognia. Wciąż grzmi wrzask najezdników i nie daje krzykom broniących się, jękom rannych przedrzeć się aż do uszów Maryny, która stoi na