Agaj-Han : powieść historyczna - strona 66
czenie. Potem zbliżył się do lektyki przesłonionej kosztownymi firanki, nad którą korona carów z szczerego złota się wznosi, i odsunął boczną zasłonę.
— Hospodarko! — rzekł.
A ona obudza się ze snu i w rozmarzeniu jeszcze, blaskiem kopuł na przeciwnym brzegu olśniona, pyta się, czy to Moskwa i Kremlinu szczyty.
— To nowa twoja stolica, królowo Azji — odparł hetman i wskazał na wody okryte czółnami. W tej chwili wzrok jego pałał dumą zdobywcy i szczęściem kochanka.
— A więc każ waszmość do szturmu, bom strudzona podróżą wśród piasków i w pałacu odpocząć mi trzeba.
Słońce ku stepom się spuszczało, ale mniejsza o to.
— Astrachan moim dziś będzie — krzyknął Zarucki i ku swoim zdąża.
Ze statkiem doświadczonego męża dawał rozkazy niezbyt wyniosłym, ale stanowczym głosem; każde jego słowo głęboko zapada w pamięć towarzyszy. Niedługo też przemawiał, bo tyle bojów razem przewalczyli, że oni już teraz wprawili się do jego chęci i celów.
— Jak tylko wpadniecie, a już mrokiem, podpalić dom jaki u wnijÅ›cia, pierwszy lepszy, byleby gorzaÅ‚ jak smolna beczka na stypie; przy nim snadniej obaczyć, izali nieprzyjaciel zginÄ…Å‚ naprawdÄ™ lub dyszy jeszcze. Å?upy sam wam rozdzielÄ™, a znacie mnie, żem sprawiedliwy. Tej pierwszej nocy nie tknąć mi siÄ™ ni dziewki, ni wina, ale strzec siÄ™ zasadzek i rÄ…bać, dopóki siÅ‚ stanie! Starcom, dzieciom i biaÅ‚ogÅ‚owom zda siÄ™ przepuÅ›cić, przecie my nie bisurmany.
Potem wsiadł na czółno i podobnie mówił do nowo przybyłych. Lektyka złocona kołysze się już na Wołdze, przy niej on stoi — to czasem spojrzy na Marynę, to znów spogląda na szyki swoich. Konie z spętanymi kopyty zostawili na brzegu — jutro, jeśli Bóg da, po nie się przeprawią, a one skaczą i rżą za odpływającymi jeźdźcami.
Na wyspie przed nimi w zmierzchu gmatwajÄ… siÄ™
— Hospodarko! — rzekł.
A ona obudza się ze snu i w rozmarzeniu jeszcze, blaskiem kopuł na przeciwnym brzegu olśniona, pyta się, czy to Moskwa i Kremlinu szczyty.
— To nowa twoja stolica, królowo Azji — odparł hetman i wskazał na wody okryte czółnami. W tej chwili wzrok jego pałał dumą zdobywcy i szczęściem kochanka.
— A więc każ waszmość do szturmu, bom strudzona podróżą wśród piasków i w pałacu odpocząć mi trzeba.
Słońce ku stepom się spuszczało, ale mniejsza o to.
— Astrachan moim dziś będzie — krzyknął Zarucki i ku swoim zdąża.
Ze statkiem doświadczonego męża dawał rozkazy niezbyt wyniosłym, ale stanowczym głosem; każde jego słowo głęboko zapada w pamięć towarzyszy. Niedługo też przemawiał, bo tyle bojów razem przewalczyli, że oni już teraz wprawili się do jego chęci i celów.
— Jak tylko wpadniecie, a już mrokiem, podpalić dom jaki u wnijÅ›cia, pierwszy lepszy, byleby gorzaÅ‚ jak smolna beczka na stypie; przy nim snadniej obaczyć, izali nieprzyjaciel zginÄ…Å‚ naprawdÄ™ lub dyszy jeszcze. Å?upy sam wam rozdzielÄ™, a znacie mnie, żem sprawiedliwy. Tej pierwszej nocy nie tknąć mi siÄ™ ni dziewki, ni wina, ale strzec siÄ™ zasadzek i rÄ…bać, dopóki siÅ‚ stanie! Starcom, dzieciom i biaÅ‚ogÅ‚owom zda siÄ™ przepuÅ›cić, przecie my nie bisurmany.
Potem wsiadł na czółno i podobnie mówił do nowo przybyłych. Lektyka złocona kołysze się już na Wołdze, przy niej on stoi — to czasem spojrzy na Marynę, to znów spogląda na szyki swoich. Konie z spętanymi kopyty zostawili na brzegu — jutro, jeśli Bóg da, po nie się przeprawią, a one skaczą i rżą za odpływającymi jeźdźcami.
Na wyspie przed nimi w zmierzchu gmatwajÄ… siÄ™


