Agaj-Han : powieść historyczna - strona 61
hymny; w mitrach i ornatach postępują czerńcy z krzyżem, co jaśnieje rzęsistymi połyski, z obrazami świętych, od 'których woń cedrów się roznosi, z gromnicami w dłoniach, a dym gromnic baldachimem wije się nad nimi; na siwe brody, nagie czoła, na drogie kamienie i szaty, na lamowane chorągwie promienie słońca padają i mgłę jasności z nich słońce ciągnie ku sobie, tak, iż wydają się boskim zjawieniem, co zstąpiwszy na ziemię, przesuwa się z wolna przed oczyma ludzi, śpiewając o wielkim patronie moskiewiskim i o zbawieniu Moskwy przez kapłańskiego syna.
Nagle trąby i bębny zagłuszą pieśni kościelne; tu chmura strzał wyniosła się, tam las z dzid wyrósł nad głowami, ówdzie szable, atagany, kindżały kręcą się w powietrzu. Owi taborem się opasują, tamci wolą zdać się na chyżość stóp swoich. Inni głaszczą koniom grzywy i śmieją się z pieszych. Każdy do walki się gotuje podług wrodzonego obyczaju. Polak nuci o Bogarodzicy, podkręca wąsa i długą szablę pieści w dłoni, by mu dobrze służyła. Przybylcy z azjatyckich puszcz trącają łuków swoich struny i ich brzękiem dodają sobie wściekłości. Niemcy na cel biorą wrogów i mierzą -w nich długo, spokojnie, wparłszy kolbę w obojczyk. Kozacy zeskakują z siodeł i za nimi gotują rusznice. Ówdzie Tatarzyn kładzie w usta kryształki opium, by mu bitwa przeszła jak sen, a śmierć, jeśli ją spotka, wydała się wstępem do bram Edenu. Aż tu huki i wrzaski dadzą się słyszeć. Dym pełznie nad głową walczących i poległych. Z hufców, dotąd spokojnych, porobiły się wiry ze stali, które się kręcą po równinie [— zgrzytają kordy o pancerze i hełmy].
Wszyscy, jedni po drugich, to zwyciężą, to (przegrają, to się cofną, to znów pomkną się naprzód, a każden walczy za kogo innego. Sto hasłów buja w powietrzu i głuszy się nawzajem; sto imion, sto zamiarów, wcielonych w głos, ulatuje ponad walczącymi, miesza się w nieładzie,
Nagle trąby i bębny zagłuszą pieśni kościelne; tu chmura strzał wyniosła się, tam las z dzid wyrósł nad głowami, ówdzie szable, atagany, kindżały kręcą się w powietrzu. Owi taborem się opasują, tamci wolą zdać się na chyżość stóp swoich. Inni głaszczą koniom grzywy i śmieją się z pieszych. Każdy do walki się gotuje podług wrodzonego obyczaju. Polak nuci o Bogarodzicy, podkręca wąsa i długą szablę pieści w dłoni, by mu dobrze służyła. Przybylcy z azjatyckich puszcz trącają łuków swoich struny i ich brzękiem dodają sobie wściekłości. Niemcy na cel biorą wrogów i mierzą -w nich długo, spokojnie, wparłszy kolbę w obojczyk. Kozacy zeskakują z siodeł i za nimi gotują rusznice. Ówdzie Tatarzyn kładzie w usta kryształki opium, by mu bitwa przeszła jak sen, a śmierć, jeśli ją spotka, wydała się wstępem do bram Edenu. Aż tu huki i wrzaski dadzą się słyszeć. Dym pełznie nad głową walczących i poległych. Z hufców, dotąd spokojnych, porobiły się wiry ze stali, które się kręcą po równinie [— zgrzytają kordy o pancerze i hełmy].
Wszyscy, jedni po drugich, to zwyciężą, to (przegrają, to się cofną, to znów pomkną się naprzód, a każden walczy za kogo innego. Sto hasłów buja w powietrzu i głuszy się nawzajem; sto imion, sto zamiarów, wcielonych w głos, ulatuje ponad walczącymi, miesza się w nieładzie,


