www.netmag.com.pl

Agaj-Han : powieść historyczna - strona 53
ciosu wiosła, ni jejku fali odpływającej nie słychać. Snują się statki ku brzegowi, srebrnymi kręgami się obtaczając, ruszając wiosłami jak orzeł skrzydłami, kiedy zawiśnie w powietrzu, a miesiąc, który patrzy na nich spod toni, ciągle odsadza się od nich, jak nurek od łódki strzelca na stawie.
Pierwsza czajka wodza dotknęła się lądu, wszystkie inne długim rzędem w poprzek zatoki stanęły; na każdej powstają maszty z rozczuchranymi linami — w mgnieniu oka lekkie żagle zadrgnęły, bujając w powietrzu na wyścigi z wyziewami nadbrzeżów, a bojarzy, goniący w oddali, dziwią się owej mgle, wznoszącej się tak nagle ze środka jeziora.
Zarucki podał ramię Marynie, by pomóc wstępującej na statek, potem miał sam wskoczyć, bo już i była pora k'temu. Kiedy odwrócił się znienacka i dobył czerkaskiego tasaku, konie podług przepowiedni wodza leżały na żwirze, zdyszane, oprószone pianą jakoby śniegiem, robiąc bokami, tarzając się czasem w swojej niemocy, z żalem krwiste rozszerzając oczy za łódkami i odchodzącym panem. On spojrzał na nich, jak dziki spoziera na przyjaciela rannego, by ostatnią wyświadczyć przysługę — dobiciem.
— Ukrócę wam męki, niewoli oszczędzę i tobie, moja Giemzo, i tobie, Istambule mój — rzekł głosem stłumionym od wzruszenia i nachylił się nad Giemzą, pchnął raz tylko, nachylił się nad Istambułem, gardło poderżnął, a wyrwawszy garść włosów z grzyw obu, na kołpaku zawiesił.
— Wy mi to nie dziś ni jutro, ale odpłacicie kiedyś — zawołał do nadbiegających żołnierzy; sam jednym skokiem od ciał koni odrzucił się w czajkę i kazał mołodźcom gnać spiesznie za łódką carowej, która odpłynąwszy na czele innych, zbliżała się już do koryta Pratwy. Cały brzeg czernieje od jeźdźców wrzeszczących za Maryną i hetmanem. Księżyc, za nimi wiszący na niebie, ciska ich długie cienie na przestrzeń zatoki, które, to zwężając