www.netmag.com.pl

Agaj-Han : powieść historyczna - strona 47
wił lica, włosów twych gęstwinę zarzucił na siebie [pod tą zasłoną czarną nogi splótłbym z twoimi nogami, pierś wgniótł w twoje łono ze śniegu, dopóki bym nie uczuł na własnej skórze bicie serca twego]. Ha! co chwila cisnę cię mocniej. Zwyciężam. Tyś moja. Tyś moja. [Rozciąga się miękkie ciało pode mną, jego dreszcz miesza się z moim.] Każda żyła twa bije w zgodzie z każdą żyłą moją, palce, co twarz mi kaleczyły, teraz już w obłąkaniu igrają z moimi włosy. — Ha! nie masz raju równego w niebie takiemu na ziemi!
A teraz gdzie wdzięczność, gdzie nagroda? — Sahajdaczny tam. — Perłę miałem ze skarbu Allacha i, nieuważny, puściłem ją w morze! Przeklęty, przeklęty —
o już nigdy, nigdy, nigdy noc taka nie wróci!
I w jego oczach paliła się rozkosz wspomnień i chuć niewstrzymana; potem nastąpiło osłabienie — zamilkł
i patrzy wokoło jak ten, co pamięć, rozum, nadzieję postradał i wyszedł na zwierzę.
— Nie — ty marzysz. Hej! do więzienia nazad!
I schylił się po kaganiec, chciał go podnieść — on, już dopalający się, rozlał się strumieniem smoły po jego dłoni i gęstymi obsypał ją iskry.
Krzyknął z bólu nieszczęśliwy i padł na kolana, i znów wyciągał rękę czarną, spaloną — może sądził, iż łatwiej litości dostąpi. Węgle żarzą się ma ziemi, przy nich znać jeszcze Marynę stojącą wśród cienia; jak duch więzień, srogi, nieubłagany, wskazała ku bramie w pełni majestatu swego. Do togo rozkazu pół uśmiechu dodała, jakby z miłosierdzia nad Agaj-Hanem. On poszedł z wolna ku drzwiom i klucz trzymając w lewej dłoni, prawą chowając pod kaftan, czekał na panią, od której uzyskał, co żądał, bo w tej chwili nie miał sił już na żądanie więcej.
Carowa śpiesznie, przy ostatnich iskrach pochodni, sama bramę otworzyła.