www.netmag.com.pl

Agaj-Han : powieść historyczna - strona 46
za  nim diamentami spojrzeń. Zważ  sama: owadowi  miłosierna, nad człowiekiem mieć nie chcesz litości! Nie proszę o więcej jak o względy świadczone onej drobnej musze.
— Waszmości w pamięci motyl, a
  z pamięci wypadło, żeśmy otoczeni wrogami i że Igor Zarucki czeka na mnie za tymi bramy, jakeś sam mi o tym wiadomość przyniósł w ostatnim liście.
Nagła zmiana nastąpiła w postawie Agaj-Hana; sama wydała się carowa — i on uwierzył natychmiast. W szczęście trudniejsza wiara, ale w nieszczęście któż z synów ziemi nie uwierzy? A zatem Sahajdaczny unikł śmierci!
— Ha! pamiętam, raz tylko uderzyłem — za słabo! Oszukali mnie — sam byłem posłem od niej do niego; chociażem jego nigdy nie widział, ale asawułów, mołodźców, towarzyszów jego. Nie wspominałem nigdy o nim i oni też nie wspomnieli i razu, ale on kierował wszystkim!
Złość dziecka i zemsta szalona wschodniej, gorejącej duszy odbiła się na licach Agaj-Hana. Parsknął pianą z ust i kilka kropel krwi z nozdrzy mu bryzgnęło. Porwał się z ziemi, ale nie mógł się prosto trzymać; to zgarbiony, to truchlejący, to o ścianę oparty, to nogę wysunie i założy na drugą — to znów ma przyklęknąć, to znów podrzutem odskoczy od bruku.
— Miałem cię w więzieniu, niewdzięczna, a szanowałem cię jakby matkę moją! Nie mógłżem zbliżyć się i ręką ślizgać po twej sennej piersi, rozpiąć cichaczem zawoje szat twoich [i błąkać się pośród wdzięków twoich]; a nasyciwszy wzrok, z zawrotem głowy rzucić się na ciebie? Budząc się, poczułabyś pierścienie potężnego węża okręcone wokoło kibici. Wgryzłbym się gwałtem w twe usta, oddechem przepaliłbym ci gardło, pocałunkami podziura-