www.netmag.com.pl

Agaj-Han : powieść historyczna - strona 32
gną po ścianach, jeszcze słabe, jeszcze błądzące, ale coraz żywsze, coraz pełniejsze.
Śnieg bojaźni zwarzył róże na licach Maryny. Ostatkiem dumy wiedziona, powstać chciała; nie powstała — na krześle opadła, schyliła czoło, korona runęła na posadzkę i tocząc się, pobiegła ku drzwiom, minęła Igora, na schody zbiegła, i pędem z stopnia na stopień zlatując, brzmi głucho, jak kamień, co spada ze skały.
Cichaczem zaśmiał się Agaj-Han i raz jeszcze miłosny wzrok rzucił na carowę, piękną w swojej niedoli; potem skoczył gdyby dzikie zwierzę, z handżarem wyżej głowy, w równi z półksiężycem na hełmie, i stamtąd go spuścił na kark Zaruckiemu. Nie wiedzieć, jak poszło żelazo, czy głębią, czy płazem, ale Sahajdaczny upadł na ziemię, jęk tylko jeden wydawszy; jeśli ich więcej wydał, utonęły we wrzaskach następującej Moskwy, która po ciele mu przeszła. —
Tymczasem giermek złożył pocałunek na skroniach zemdlałej Maryny i stanąwszy przed nią, zawołał: „Macie, czego szukacie — bierzcie i prowadźcie!" — ale w tej chwila dziecinne miał rysy i w oczach dwie łzy dziecinne.
Jemu nic się nie stało — ni go w powrozy spętano, ni tknięto żelazem; ale Marynę bez zmysłów, jakby senną dziewicę, porwali i znowu potokiem zeszli na schody, niosąc ją w zdobyczy, zlali się na dziedzińce. Czuwał nad nią Agaj-Han, czuwał, jako dziecko czuwać może, westchnieniem i płaczem, stąpając za nieprzyjaciółmi.
Kiedy oddaliła się ta burza, kiedy już ni szczęku broni, ni świateł pochodni nie było w pustej komnacie, o jednym tylko przed wejściem leżącym ciele, krwią oblanym — ono ciało zaczęło jakby z letargu się budzić, palcami słabo ruszać, rozmazując krew własną na podłodze, nogi wyciągać, to mocniej oddychać, jakby dla zrzucenia ciężaru z piersi, to się podnosić, aż znów opadłszy, przez chwilę jako martwe leżało.
Walka to była między życiem wracającym a śmiercią