www.netmag.com.pl

Agaj-Han : powieść historyczna - strona 28
Moskwy. Pojrzał wtedy młodzian na hetmana wzrokiem zwycięzcy i oddalił się, już nie skokami, ale poważnym stąpaniem.
Kto by był patrzał na Zaruckiego wtedy, uniósłby się ku niemu zapałem; coraz rzadszym otoczony żołnierzem, coraz dzielniej bronił okopów; wszędzie był, gdzie go trzeba było — zagrzewał i łajał — zachęcał i podchlebiał. Choć zwątpił o zwycięstwie, zdawał się pewnym zwycięstwa. Z pogardą spozierał na tłumy garnące się ku zamkowi — ni pomieszania, ni wątpliwości nie odkryje żaden w jego rysach. — Ciągle twarz spokojna, zdobna rumieńcem walki, oczy ognia pełne, ręka skora w prawo i w lewo uderzyć, zastawić się z przodu i z tyłu; to strzałę posyła dalekim wrogom, to szablą wita bliższych siebie, a kiedy gdzie stanie, a kiedy gdzie postawi nogę, zda się, że ta noga w kamień muru się wryła, bo stoi niewzruszenie, bo sam jeden przeciw kilku walczy i pozbywa się ich w miarę, jak nadchodzą po drabinach, bo karkiem przenosząc i swoich, i tamtych, i na chwilę czoła nie zniży, potu nie obciera — niechaj sobie płynie; krwi nie obciera — niechaj sama zasklepi moje rany; ą rany nieciężkie, jedna na piersiach, druga na lewym ramieniu, zbroję mu farbują. Boleść z nich drażni jego męstwo i do każdego ciosu miecza ciężar zemsty przydawa. — Na próżno! Bramy już wybite; po trupach swoich Moskwa rowy przeskoczy i na podwórzec się dostanie. Dziki wrzask, szalony gwar, szczęki i łoskot; nieprzyjaciele walą ku podwojom carowej.
Poznał Sahajdaczny, iż zaniku nie obroni.
— Rozsypcie się! — woła na mołodźców swoich. — Gdzie który może, niech ucieka, a jutro o białej zorzy bądźcie mi na koniach, przy broni, w Gorczakowym lesie!
Wnet z około męża znikli towarzysze; w mroku czernieją ich ciała schylone, zawieszające się u strzelnic,