Agaj-Han : powieść historyczna - strona 27
walczyli, a trupów bratnich więcej leży na basztach niż braci żyjących przechadza się po nich.
Wtem wśród bitwy ukazał się młodzian o czarnym hełmie, z półksiężycem na szczycie, podobnym do półksiężyca niebios zachodzącego w smutku nad cyplem skały, o tak lekkiej zbroi, że się gięła za każdym poruszeniem, iż nieledwo znać na niej muszkuły ramion spod spodu, o krzywej szabli, która tłucze o zbroję z dźwiękiem srebrnego dzwonu. Bieży po murach, a kiedy trupy gdzie spotka, na palcach po nich przechodzi, jakby się lękał obuwia krwią zmazać, i skacze z zręcznością wiewiórki po łukach, dzidach, hełmach, rozsypanych tu i ówdzie. Tyle wdzięku w jego podskokach, że do tańca podobne, bo raz w pędzie ślizga się po baszcie, to znów stąpa jak dziewczyna, a kiedy gdzie ciasne przejście, waży obie ręce i ciało w tę i w ową stronę nagina i zdaje się lubo przysłuchiwać się chrzęstowi własnej kolczugi. Doszedł do Zaruckiego, który stał wśród trupów jak król wśród poddanych i obcierał pałasz z moskiewskiej posoki, by mu wrócić błyskawicę.
— Ej! Igorze Sahajdaczny Zarucki — zawołał — pani moja i twa, Maryna, carowa, każe, byś się do ostatniego potykał. Dobrze ona widzi z swojej mongolskiej wieży, iż wam na ludziach zbywa, ale się spodziewa, iż na męstwie nie zbędzie.
— Giermku — odparł Zarucki, brwi marszcząc i rękę podnosząc do wąsa — próżny twój trud i próżne twe słowa. Bez nich jużem znał moją powinność i miałem jej dopełnić; wracaj więc, dziecię, chłopię, skądeś przybył, bo twój szyszak, kirys i szabelka na nic nam się nie zdadzą tu; tam na zabawę pani twojej zdać się na coś mogą.
Nie odpowiedział i słowa Agaj-Han, ale świdrem poszły mu oczy; porwał za łuk, nacisnął i strzałę puścił na nieprzyjaciół; warknęła struna, gdyby od palców olbrzyma, a pocisk przebił piersi jednemu z wodzów
Wtem wśród bitwy ukazał się młodzian o czarnym hełmie, z półksiężycem na szczycie, podobnym do półksiężyca niebios zachodzącego w smutku nad cyplem skały, o tak lekkiej zbroi, że się gięła za każdym poruszeniem, iż nieledwo znać na niej muszkuły ramion spod spodu, o krzywej szabli, która tłucze o zbroję z dźwiękiem srebrnego dzwonu. Bieży po murach, a kiedy trupy gdzie spotka, na palcach po nich przechodzi, jakby się lękał obuwia krwią zmazać, i skacze z zręcznością wiewiórki po łukach, dzidach, hełmach, rozsypanych tu i ówdzie. Tyle wdzięku w jego podskokach, że do tańca podobne, bo raz w pędzie ślizga się po baszcie, to znów stąpa jak dziewczyna, a kiedy gdzie ciasne przejście, waży obie ręce i ciało w tę i w ową stronę nagina i zdaje się lubo przysłuchiwać się chrzęstowi własnej kolczugi. Doszedł do Zaruckiego, który stał wśród trupów jak król wśród poddanych i obcierał pałasz z moskiewskiej posoki, by mu wrócić błyskawicę.
— Ej! Igorze Sahajdaczny Zarucki — zawołał — pani moja i twa, Maryna, carowa, każe, byś się do ostatniego potykał. Dobrze ona widzi z swojej mongolskiej wieży, iż wam na ludziach zbywa, ale się spodziewa, iż na męstwie nie zbędzie.
— Giermku — odparł Zarucki, brwi marszcząc i rękę podnosząc do wąsa — próżny twój trud i próżne twe słowa. Bez nich jużem znał moją powinność i miałem jej dopełnić; wracaj więc, dziecię, chłopię, skądeś przybył, bo twój szyszak, kirys i szabelka na nic nam się nie zdadzą tu; tam na zabawę pani twojej zdać się na coś mogą.
Nie odpowiedział i słowa Agaj-Han, ale świdrem poszły mu oczy; porwał za łuk, nacisnął i strzałę puścił na nieprzyjaciół; warknęła struna, gdyby od palców olbrzyma, a pocisk przebił piersi jednemu z wodzów


