www.netmag.com.pl

Agaj-Han : powieść historyczna - strona 25
III
Dzień mroźny z słońcem, które we dwójnasób się iskrzy, z śniegiem, co trzeszczy pod zbrojnymi stopy i wewnątrz, i zewnątrz zamku. Moskwa zamek obiegła, nie uznaje carowej i wrzeszczy o Władysławie polskim, to o Szujskim, Moskalu, a huczy i burzą wali się nai mury. Dwa działa przed bramą strzelają w bramę, w żelazne rygle i zawiasy, lecz mało dba o nie brama, jedno zadrży czasem, a potem znów, niewzruszona nad głębokim rowem, tuli do piersi most zwodzony, jak olbrzym małego pacholęcia.
A kiedy działa grzmią, strzały w milczeniu przelatują powietrze; kiedy działa umilkną, na nowo zaczynają świstać strzały, a wciąż dwie chmury ich, jedna naprzeciwko drugiej leci, ta  z ulic Kaługi, tamta z murów zamku i z obu gęsta śmierć i rany się sypią.
A zamek dokoła obwiedzion basztami i wałem, u czterech rogów cztery wieże; z tych najwyższa w głębi podwórca, otoczona galeriami, schody, z gotyckimi i wschodnimi ozdoby, na pół twierdzą, na pół minaretem się wydaje, bo naokoło ścian, jak w kościele, wydłutowane świętych postacie i krzyże, i róże, tu i ówdzie znów palmy i półksiężyce, dalej krużganki z filarami do zażywania chłodu w lecie, a między nimi rozrzucone baszty, skąd długo bronić się można, a gdzieniegdzie występuje przedsionek, na którym sterczą głazy, beczki smolne, przeznaczone głowom oblężeńców; sam zaś wierzchołek haftem ze strzelnic obrąbiony. Lud wieżę tę „mongolską" nazywa. Na krużganku najwyższego piętra siedzi niewiasta, otoczna kilkoma dworzanami. Rysów jej nie znać w odległości, jedno połysk bije od kosztownej szaty.
Na murach, gdzie najsroższa walka, gdzie wre niebezpieczeństwo, łam widać męża, który uśmiechem rozkoszy go wita. Stąpa jakby w biesiadniczej sali — nie raczył pancerzem piersi zasłonić — na kołpaku blacha