www.netmag.com.pl

Agaj-Han : powieść historyczna - strona 21
Długo błąkała się carowa, ale to jej nie odstręcza; równym zawsze stąpa krokiem, trwoga z jej twarzy zniknęła, tylko została wola i ta ją dalej, coraz dalej, wyżej, coraz wyżej popycha. Błysnął zamek żelazny, błysnął łańcuch ze stali u stalowej kłódki: w murze czarnym drzwi się bieliły — a od ich kamiennego progu most, rzucony aż do schodów, wisi nad przepaścią, bez poręczy, cienki, drżący od kroków carowej, choć dopiero doń się zbliża. — Cóż dopiero, kiedy na nim stanie!
Pojrzała raz tylko w dół i na mostek weszła. Ani wprzódy próbowała jego mocy, wysuwając nogę jedną, drugą na schodach trzymając, ani schyliła się, by ręką pociągnąć po nim, ale od razu weszła, nie oglądając się z tyłu, ku drzwiom jedynie dzierżąc oczy; deszczka ugina się pod jej stopami jak fala pod łódką, a jak pod falą jest otchłań, tak i tu dna nie masz!
Śnieżnymi palcami przebiera po łańcuchu, targa ogniwa — rdza została na palcach — nic więcej oderwać nie potrafi; a zatem dobyła spod szaty długiego sztyletu
o błękitnych żyłach, o niezłomnym harcie. Kilka razy uderzyła i łańcuch się przerwał — zawisł jak długi na klamce — przypięła lampę do niego i obuma dłoniami bierze się do kłódki; a lampa, kołysząc się z wolna, kręgiem światła jej postać oblewa, lecz każdy promień, co się zapuści dalej,czy w dół, czy w górę, skonać musi wśród cienia; ona jest wyspą bladego światła wśród dwóch otchłani ciemności.
I kłódka nie dotrzymała ciosom sztyletu, bo i ostrzem,
i rękojeścią tłukła w nią carowa; drzwi otwarte. Dlaczegoż nie wejdzie natychmiast? Dlaczegoż przynajmniej stopą nie uchwyci się progu? — Wszakże niebezpieczeństwo dokoła, wszak belka coraz gnie się bardziej — już jęczy, bo bliska pęknienia! nie — ona stoi i patrzy w ciemną komnatę. Bliską celu znów słabość napadła — i nie śmie postąpić, jak ten, co doszedł krat cmentarza