Agaj-Han : powieść historyczna - strona 11
kle — w zadumaniu. Wtem odezwał się tętent — pędzą na dwóch koniach jeźdźcy — młodzian rzucił ku nim spojrzenie sokoła.
— To Urassowa Tatarzy — zamordowali męża twego i wracają po ciebie. Czekaj no, huryso moja!
To mówiąc, oderwał łuk od pleców, strzałę zarazem z kołczanu i nogę wyciągnął przed się. — Nagle, tak nagle jak cień chmury burzą pędzonej, odmieniła się twarz jego. Znikło pacholę marzące o kwieciach i słońcu. Dziki stanął, krwi niesyty mąż, dziedzic gengiskańskiego rodu, w postawie naddziada, kiedy pierwszy rzucał w grunt czaszkę zbroczoną, węgielny kamień wieży z głów
www.grant.pl
Ogloszenia Motoryzacyjne
pobitych nieprzyjaciół. — Biegną jeźdźcy naprzeciw — z cierpliwością fakira dopuścił ich na śmiertelną metę; mógł był ich ranić od dawna; ale nie — on zabić chciał.
Oko w piersiach przodem biegnącego utopił, a chwilę później i strzałę; odwinął rękę po drugi pocisk i ten przyłożył do cięciwy — bliżej mu jeszcze było do piersi drugiego; przez chwilę bawił się pewnością, iż go dosięże — palcami igrał po cięciwie jak śpiewak po strunach harfy przed zaczęciem pieśni — wreszcie naciągnął ją, aż stęknęły rogi łuku, a Tatar zajęczał i runął z siodła pomiędzy sanie.
Nawykła znać niewiasta do takowych obrazów; kiedy niebezpieczeństwo przeszło, zawinęła się w płaszcz i znów oparła o sosnę, bo jej potrzeba się namyślić, nim wróci do miasta.
W Agaj-Hanie mord obudził insze wspomnienia; dalej więc mówił, oparłszy się na łuku, ale już nieśpiewnie lały się jego wyrazy, zgrzytaniem zębów każde szarpał słowo:
— Tak, mój ojciec świętą położył głowę w bitwie z Dżarmidem na Kiafelu błoniach. Darmo przez dziewięć słońc i dziewięć nocy, osaczeni, walczyliśmy tako, że aż diamenty pociły się na naszych turbanach. Sułtan, padyszach, pan żyznych niw, han tysiąców, ojciec mój
— To Urassowa Tatarzy — zamordowali męża twego i wracają po ciebie. Czekaj no, huryso moja!
To mówiąc, oderwał łuk od pleców, strzałę zarazem z kołczanu i nogę wyciągnął przed się. — Nagle, tak nagle jak cień chmury burzą pędzonej, odmieniła się twarz jego. Znikło pacholę marzące o kwieciach i słońcu. Dziki stanął, krwi niesyty mąż, dziedzic gengiskańskiego rodu, w postawie naddziada, kiedy pierwszy rzucał w grunt czaszkę zbroczoną, węgielny kamień wieży z głów
Darmowa reklama:
Stoki tkanin
Podzielasz nasze zainteresowania? Zobacz Stoki tkanin - licza się najlepsi.www.grant.pl
Ogloszenia Motoryzacyjne
Oko w piersiach przodem biegnącego utopił, a chwilę później i strzałę; odwinął rękę po drugi pocisk i ten przyłożył do cięciwy — bliżej mu jeszcze było do piersi drugiego; przez chwilę bawił się pewnością, iż go dosięże — palcami igrał po cięciwie jak śpiewak po strunach harfy przed zaczęciem pieśni — wreszcie naciągnął ją, aż stęknęły rogi łuku, a Tatar zajęczał i runął z siodła pomiędzy sanie.
Nawykła znać niewiasta do takowych obrazów; kiedy niebezpieczeństwo przeszło, zawinęła się w płaszcz i znów oparła o sosnę, bo jej potrzeba się namyślić, nim wróci do miasta.
W Agaj-Hanie mord obudził insze wspomnienia; dalej więc mówił, oparłszy się na łuku, ale już nieśpiewnie lały się jego wyrazy, zgrzytaniem zębów każde szarpał słowo:
— Tak, mój ojciec świętą położył głowę w bitwie z Dżarmidem na Kiafelu błoniach. Darmo przez dziewięć słońc i dziewięć nocy, osaczeni, walczyliśmy tako, że aż diamenty pociły się na naszych turbanach. Sułtan, padyszach, pan żyznych niw, han tysiąców, ojciec mój
Oznaczenia: Stoki tkanin


