www.netmag.com.pl

Agaj-Han : powieść historyczna - strona 109
wstrząsa ją nad czołem i poi w słońca promieniach. Zawój lśni mu się futrem i połyska diamenty, kolczuga to samo, a co chwila woła na swoich ostrym, przeraźliwym głosem, każe spieszyć za sobą, szydzi z ich ostrożności, a kiedy który się obali i zlatuje w dół, on jeszcze głośniej się urąga.
— Bądź mi zdrowa na wieki! — rzekł Zarucki, podnosząc się z siedzenia i przykładając rusznicę do oka; ale wnet ją spuścił w dół.
— Czas jeszcze przypomnieć się Bogu. Przykląkł, strzelbę odsunął, pałasz złożył na ziemi,
kindżał odpasał i rzucił o dwa kroki od siebie:
— Słyszałem, że Zbawiciel, który dał się ukrzyżować za nasze winy, nie lubi tych, co Go orężnie wzywają.
Przy nim, w milczeniu, uniżyła się także przed Stwórcą Maryna.
Modlitwa hetmana krótką była; w pokorze schylił czoło, dłonie ścisnął gorąco, prosił o przebaczenie w duchu, ale mało słów wyrzekł, jako przystało na żołnierza, co przewalczył życie i pacierzy zapomniał wśród bojów.
A kiedy powstał, z lepszą otuchą pojrzał ku następującym wrogom i wziął się do broni. Dwa razy wystrzelił — dwa jęki usłyszał i dwa trupy zśliznęły się na dół, jak pnie ścięte, spuszczone z góry; nie ma już czasu nabić rusznicy, a zatem rzucił ją w przepaść — ona to głucho szuruje po śniegu, to z brzękiem rozbija się o głazy.
Szablę wyciągnął przed się, Marynę własnym ciałem zakrywa. W tej chwili bił mu z oczu blask płomienia, jaki boje w sercach wojowników zapalają. Nie była to wściekłość ani też krwi pragnienie; nie był to zawrót mózgu w niebezpiecznym razie; ale wyższość umierającego bohatyra nad zwyciężcami; ale przeświadczenie duszy u progu wieczności, iż nie na próżno błąkała