Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 85
— Nie trzeba było przyjeżdżać! — odrzekł dość szorstko Horszyński.
I odszedł, nie chcąc dalej prowadzić rozmowy, która go drażniła.
— Nie trzeba było przyjeżdżać! — wycedziła Margot, naśladując głos adjutanta.
Popatrzyła za nim, potem, tupnąwszy nóżką, rzekła:
— Właśnie, że zostanę! on myśli, że jestem pustą, bezmyślną lalką.
Po chwili zaś dodała:
— Jestem córką Francyi, kocham moją ojczyznę!
I oddaliła się w głębokiem zamyśleniu.
Odtąd nikt jej nie widział.
Nie troszczono się też zgoła o nią.
A było tyle trosk, tyle niepowodzeń, tak cały kraj był zagrożony, iż nikt o jednostki nie mógł się kłopotać.
Nie troszczył się nawet ojciec, bo ten, otrzymawszy zapewnienie od córki, że podąży za nim, opuścił potajemnie świtę następcy tronu, kryjąc się w najbezpieczniejsze miejsce w okolicy.
I odszedł, nie chcąc dalej prowadzić rozmowy, która go drażniła.
— Nie trzeba było przyjeżdżać! — wycedziła Margot, naśladując głos adjutanta.
Popatrzyła za nim, potem, tupnąwszy nóżką, rzekła:
— Właśnie, że zostanę! on myśli, że jestem pustą, bezmyślną lalką.
Po chwili zaś dodała:
— Jestem córką Francyi, kocham moją ojczyznę!
I oddaliła się w głębokiem zamyśleniu.
Odtąd nikt jej nie widział.
Nie troszczono się też zgoła o nią.
A było tyle trosk, tyle niepowodzeń, tak cały kraj był zagrożony, iż nikt o jednostki nie mógł się kłopotać.
Nie troszczył się nawet ojciec, bo ten, otrzymawszy zapewnienie od córki, że podąży za nim, opuścił potajemnie świtę następcy tronu, kryjąc się w najbezpieczniejsze miejsce w okolicy.


