Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 84
wet groźnie na swego adjutanta, lecz ujrzawszy twarz jego bladą, przepełnioną bólem, zaciął zęby, odwrócił się, oparł łokcie na stole, ukrył w dłoniach twarz, po której łzy spływały potokiem.
Horszyński uważał za stosowne zostawić go samego, usunął się dyskretnie. Po chwiii spotkał Margot.
Wesoła zwykle twarzyczka miała wyraz przygnębienia, strojny ubiór giermka zamieniła na jakąś czarną kurtkę.
Wyciągnęła doń obie ręce, mówiąc:
— Czyś pan wiedział? czyś przeczuwał?
— Gdybym wiedział, położyłbym się murem, ażeby choć na chwilę usunąć to, co się stało.
— A czemuś był smutny, gdy wszyscy się
cieszyli?
— Nie mogłem się cieszyć z rzeczy nieprzewidzianych.
— Wierzysz tylko w rzeczywistość?
— Pochodzę z narodu, który dużo przecierpiał, bo dużo klęsk otrzymał — odparł wymijająco.
Margot spojrzała nań zaciekawionemi czy zdziwionemi oczyma. Może nawet nie zrozumiała dobrze słów jego.
Po chwili rzekła:
— Gdybym wiedziała, że na nic tu się nie przydam, uciekłabym do Paryża.
Horszyński uważał za stosowne zostawić go samego, usunął się dyskretnie. Po chwiii spotkał Margot.
Wesoła zwykle twarzyczka miała wyraz przygnębienia, strojny ubiór giermka zamieniła na jakąś czarną kurtkę.
Wyciągnęła doń obie ręce, mówiąc:
— Czyś pan wiedział? czyś przeczuwał?
— Gdybym wiedział, położyłbym się murem, ażeby choć na chwilę usunąć to, co się stało.
— A czemuś był smutny, gdy wszyscy się
cieszyli?
— Nie mogłem się cieszyć z rzeczy nieprzewidzianych.
— Wierzysz tylko w rzeczywistość?
— Pochodzę z narodu, który dużo przecierpiał, bo dużo klęsk otrzymał — odparł wymijająco.
Margot spojrzała nań zaciekawionemi czy zdziwionemi oczyma. Może nawet nie zrozumiała dobrze słów jego.
Po chwili rzekła:
— Gdybym wiedziała, że na nic tu się nie przydam, uciekłabym do Paryża.


