www.netmag.com.pl

Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 80
— Jakto! wojska nasze tak silne, zapał tak wielki, miłość ojczyzny tak bezgraniczna — i klęska?
Ale telegramy, przychodzące z pola bitwy, powtarzały wciąż jedno:
— Klęska!
I wieść ta rozbiegła się po całej Francyi, niosąc smutek i żałobę.
— Gdzie nasi bracia, ojcowie, mężowie? — wołały w bezgranicznej rozpaczy kobiety.
Boleść była tem większa, przychodziła po upojeniu pierwszem zwycięstwem, wśród nadziei wielkiego powodzenia.
Zawód, straszny zawód!
W Alzacyi rozpacz była jeszcze większa.
— Mac-Mahon cofnął się pod Chalons, oddał nas w ręcę Prusaków!
I zaciskano pięści w bezradnej rozpaczy, w opuszczeniu.
Dały się tez słyszeć złowrogie głosy:
— Wojsko nie jest dostatecznie przygotowane, źle odziane...
— Obuwie ma, jak do tańca.
— Broń źle opatrzona.
— Żywność nie przygotowana..
— Skarb niedosyć zaopatrzony.
— Czemu nas łudzono, opowiadając, że wszystko w porządku?
— Czemu?