Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 66
zwisały nad Paryżem, rozściełając się po całym kraju.
Wciskały się nawet do cesarskich przybytków, jakkolwiek nie w tej formie, zawsze w dostatecznie uprzykrzonej, żeby zaniepokoić i zachmurzyć chorego i nadmiernie starzejącego się Napoleona III.
— Jedynie tylko reformy i dążność do nadania konstytucyi mogą uratować mnie, dynastyę i państwo! — mówił cesarz w kółku poufnem.
— Jedynie zachowanie dawnego porządku i dawnych zwyczajów może uratować nas i Francyę! — upierała się Eugenia.
Następca tronu milczał, po błysku jednak oczu znać było, że po raz pierwszy podziela niczem nie uzasadnione zdanie matki. Od niejakiego bowiem czasu bywał dopuszczany na te poufne narady, gwoli obznajmieniu się z przebiegiem spraw państwa.
Zaprzyjaźniony ze swoim adjutantem, nasłuchał się o konieczności rządów konstytucyjnych, o których ten znalazł dużą wzmiankę w papierach pozostałych po ojcu. W długich rozmowach Horszyński starał się swemu dostojnemu przyjacielowi tłómaczyć, jak wielkie szczęście takie rządy krajowi przynoszą. Następca tronu nie podzielał jednak zapatrywań adjutanta, mówiąc nieraz:
Wciskały się nawet do cesarskich przybytków, jakkolwiek nie w tej formie, zawsze w dostatecznie uprzykrzonej, żeby zaniepokoić i zachmurzyć chorego i nadmiernie starzejącego się Napoleona III.
— Jedynie tylko reformy i dążność do nadania konstytucyi mogą uratować mnie, dynastyę i państwo! — mówił cesarz w kółku poufnem.
— Jedynie zachowanie dawnego porządku i dawnych zwyczajów może uratować nas i Francyę! — upierała się Eugenia.
Następca tronu milczał, po błysku jednak oczu znać było, że po raz pierwszy podziela niczem nie uzasadnione zdanie matki. Od niejakiego bowiem czasu bywał dopuszczany na te poufne narady, gwoli obznajmieniu się z przebiegiem spraw państwa.
Zaprzyjaźniony ze swoim adjutantem, nasłuchał się o konieczności rządów konstytucyjnych, o których ten znalazł dużą wzmiankę w papierach pozostałych po ojcu. W długich rozmowach Horszyński starał się swemu dostojnemu przyjacielowi tłómaczyć, jak wielkie szczęście takie rządy krajowi przynoszą. Następca tronu nie podzielał jednak zapatrywań adjutanta, mówiąc nieraz:


