www.netmag.com.pl

Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 64
wspólnej zabawy. Ona zaś przeniosła teraz całą swą sympatyę na niego.
Umiała również tak się wkręcić, że, ile razy adjutant miał chwilę wolną, zawsze ją spotykał na swojej drodze uśmiechniętą, darzącą go świeżo zerwanym kwiatkiem lub słówkiem uprzejmem. P. de Villeroy widział to doskonale. Lecz o ile był surowym wychowawcą, o tyle nader pobłażliwym dla swej jedynaczki, którą po śmierci żony sam się zajmował, psując i pozwalając na wszystkie jej kaprysy i zachcianki.
Zmianę, jaka zaszła w usposobieniu następcy tronu, sobie przypisywał, powtarzając:
— Właściwym taktem i umiejętnością postępowania najbardziej rozhukanego konia można poskromić.
Że zaś towarzystwo adjutanta uważał dla swego wychowańca za bardzo zbawienne, nie krzywił się na niego i wbrew wszelkiej etykiecie rozmawiał z nim poufale.
W takich warunkach upłynęły chwile pod czas nieobecności najjaśniejszych państwa i w takich upłynęły lata.
Lulu wyrastał na młodzieńca, zdając sobie coraz więcej sprawę z obowiązków, jakie nań spadały, jako przyszłego władcę Francyi.
Ale wypadki w Europie, które zadowalały Napoleona III, w r. 1869 wikłać się zaczęły, wywołując znów troskę na jego oblicze.