www.netmag.com.pl

Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 62
— A jakże! Horche rysuje i ja rysuję! nauczył mnie zdejmować plany, — mam z całego pałacu i ogrodu. Zaraz je przyniosę.
I chciał biedz, ażeby się swą pracą pochwalić, lecz matka połoźyła mu dłoń na ramieniu i spytała:
— A nauki z hr. de Villeroy jakże idą? Chłopiec skrzywił się nieco, odparł jednak:
— Jak zwykle. Ale staram się, żeby opowiadanie jego zrozumieć, z Gouretem i d'Ancym zbieramy owady i rośliny, mam już dużo zasuszonych... przyniosę.
I znów chciał wybiedz.
Lecz matka wstrzymała go jeszcze, wypytując o rozmaite drobiazgi, a ojciec, korzystając z tej chwili sam na sam z synem, pieścił go i całował, porozumiewając się wzrokiem z małżonką, jakby chciał mówić:
— Co za spryt, co za dowcip! a zarazem jaka rozwaga!
Lecz sprawy państwa nie pozwoliły im się długo cieszyć tą rodzinną sielanką, — trzeba było się rozstać i p. de Villeroy zjawił się po swego dostojnego wychowańca.
Zapytany na uboczu przez cesarzową o zachowanie się Lulu, odrzekł:
— Najjaśniejsza pani, z rozkoszą jej oznaj-