www.netmag.com.pl

Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 6
De Villeroy, odwrócony plecami do drzwi, nie spostrzegł wchodzącej.
— Co się tu dzieje? — spytała ostrym głosem przybyła, marszcząc ciemne brwi, śmiało nakreślone na białem, wyniosłem czole.
—Jego książęca wysokość uniósł się zbytecznie gniewem i uległ atakowi nerwowemu — odrzekł spokojnym głosem de Villeroy, pochylając się w głębszym jeszcze, niż dwaj poprzedzający, ukłonie.
Przybyła spojrzała nań badawczo. Po jej obliczu przebiegł lęk, połączony z wielką tkliwością, ale było to błyśniecie iskry elektrycznej, którą umiała w tej chwili stłumić.
— Posłałem po lekarza... — rzekł wychowawca, odpowiadając na badawcze spojrzenie.
— Nie potrzeba, nie wpuszczać go! — rozkazała dama.
A zbliżywszy się do leżącego chłopca, któremu wejście jej nie przeszkodziło w dalszym ciągu krzyczeć i walić rękami i nogami w dywan, zawołała:
— Wstań!
W głosie jej nie było ani przelęknienia, ani troskliwości, lecz rozkaz groźny, surowy, któremu nikt się opierać nie mógł i nie śmiał. Nie oparł się też i młodzieniaszek, tak dotąd krnąbny i pragnący wszelkiemi siłami zachować swoją wolę.