www.netmag.com.pl

Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 56
nowego adjutanta, teraz z rozchmurzoną i zarumienioną twarzyczką mówił:
— Cieszę się bardzo, że tu jesteś! Będziemy się bawić! Będziesz dobrym dla mnie towarzyszem, wszak prawda?
— Ależ naturalnie! Będziemy się bawić od rana do nocy! — odpowiedział Stanisław.
I na dowód, że pragnie zabawę zaraz rozpocząć, podrzucił nogą walającą się na dywanie dużą piłkę, która, odbiwszy się od wysokiego sufitu, upadła tuż przy nogach Lulu.
— Jakie ty umiesz sztuki! — zawołał chłopczyk. — Ja i ręką tak wysoko nie rzucę!
— Nauczymy się powoli tej sztuki, a tymczasem rzucajmy piłkę ręką, a kto ją złapie pięć razy z rzędu, zasłuży na order — rzekł adjutant.
— Na jaki order? — spytał Lulu.
— A no, taki z papieru z numerem 5, jaki dają chłopcom w Kolegium — odrzekł Stanisław.
I cofnąwszy się na długość pokoju, rzucił piłkę w nadstawione ręce chłopca. Rzucił ją zaś tak umiejętnie, że Lulu odrazu ją schwycił i odrzucił partnerowi. Zabawa trwała długą chwilę, Lulu łapał piłkę, co mu się dawniej nie zawsze trafiało. Stanisław również łapał odrzuconą, pierwszeństwo jednak było przy następcy tronu, który po piątem złapauiu skakał z radości, wołając: