www.netmag.com.pl

Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 47
grzeczny! — dodał, przybierając ton moraliza-
tora.
I podał synowi rękę do ucałowania, dając tem znak, że może odejść.
Pan de Villeroy zabrał swego wychowańca, nie szczędząc mu uwag za zbyt śmiałe słowa i natrętne domaganie się spełnienia obietnicy.
Lulu z początku słuchał, jakby nie do niego były zwrócone uwagi — potem nagle odwrócił się, spojrzał w oczy mentora:
— Sameś mnie pan tego nauczył!
— Jakto? — spytał zdumiony de Villeroy.
— Ileż to razy powtarzałeś mi i powtarzasz: "Monarcha powinien zawsze dotrzymywać obietnicy!" — Przyczem starał się naśladować głos i postawę wychowawcy.
W tej chwili zapukano do drzwi.
— Entrez — zawołał pan de Villeroy z wielką skwapliwością.
Wbiegła Margot.
Na widok ojca nieco się stropiła. Lecz pan de Villeroy nie tylko, nie skarcił jej wejrzeniem, lecz był zadowolony, że wejście jej uwolniło go od odpowiedzi przekornemu chłopcu. Uśmiechnął się nawet i rzekł łaskawie:
— Jeżeli wola jego wysokości, możesz tu pozostać.
Margot, złożywszy ukłon, zwróciła się do cesarzewicza: