Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 46
— Stanislas Horszyński — wykrztusił chłopiec.
— Que ce que c'est? (Co to jest?) — rzucił ojciec.
Lulu zmarszczył brwi, wstrząsnął spadającym mu na czoło kosmykiem i rzekł bardzo stanowczym głosem:
— Ten młody oficer, który mnie uchronił od spadnięcia z konia.
— Aa! — szepnął ojciec, jakby sobie co przypominając.
— Obiecałeś mi, ojcze — rzekł chłopiec, lecz zaraz, jakby sobie coś przypomniał, przybrał sztywną według etykiety postawę i powtórzył: — Obiecałeś mi, najjaśniejszy panie, że będzie włączony do mego dworu i będzie ciągle ze mną...
— A tak, ale nie trzeba się napierać — odrzekł Napoleon.
Lulu wyciął usta z niezadowoleniem i, kłaniając się, mówił podniesionym głosem:
— Monarcha zawsze powinien dotrzymać słowa.
Pan de Villeroy aż syknął z oburzenia i cały zadrżał.
Cesarz zaś uśmiechnął się pobłażliwie, miał nawet ochotę uściskać jedynaka za to może zbyt śmiałe, ale znamionujące charakter odezwanie, powstrzymał jednakże czułość ojcowską i rzekł:
— I dotrzyma! Ale i ty dotrzymaj i bądź
— Que ce que c'est? (Co to jest?) — rzucił ojciec.
Lulu zmarszczył brwi, wstrząsnął spadającym mu na czoło kosmykiem i rzekł bardzo stanowczym głosem:
— Ten młody oficer, który mnie uchronił od spadnięcia z konia.
— Aa! — szepnął ojciec, jakby sobie co przypominając.
— Obiecałeś mi, ojcze — rzekł chłopiec, lecz zaraz, jakby sobie coś przypomniał, przybrał sztywną według etykiety postawę i powtórzył: — Obiecałeś mi, najjaśniejszy panie, że będzie włączony do mego dworu i będzie ciągle ze mną...
— A tak, ale nie trzeba się napierać — odrzekł Napoleon.
Lulu wyciął usta z niezadowoleniem i, kłaniając się, mówił podniesionym głosem:
— Monarcha zawsze powinien dotrzymać słowa.
Pan de Villeroy aż syknął z oburzenia i cały zadrżał.
Cesarz zaś uśmiechnął się pobłażliwie, miał nawet ochotę uściskać jedynaka za to może zbyt śmiałe, ale znamionujące charakter odezwanie, powstrzymał jednakże czułość ojcowską i rzekł:
— I dotrzyma! Ale i ty dotrzymaj i bądź


