Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 4
posłał takiego samego. I gdyby się on był w porę nie usunął, z pewnością miałby rozbitą głowę. Główny mentor i wychowawca, Jakób de Villeroy, człek poważny i doświadczony, jako i jego dwaj pomocnicy, Emil Gouret i Henryk de Ancy, zachodzili wprost w głowę, jakiegoby użyć sposobu na uspokojenie powierzonego ich opiece chłopca. Pan de Villeroy nie tracił zimnej krwi i z wielkim spokojem patrzył na młodzieniaszka, myśląc sobie:
— Niech się wykrzyczy. Przestanie. Potem musi zrobić, co mu każę.
Chłopiec wszakże nie tylko się nie uciszał, lecz coraz gwałtowniej wołał:
— Ja tak chcę i tak być musi!
Prócz tego począł używać przekleństw i wyrazów, których z pewnością w otoczeniu swojem nigdy nie słyszał.
Wtedy Jakób de Villeroy postąpił kilka kroków i z ukłonem, pełnym dworskiej etykiety, ozwał się stanowczo:
— Proszę się uciszyć! Podniesiony głos i cale zachowanie się uchybia nie tylko godności księcia, ale i miejscu, w którem się znajduje.
Lecz ozwanie się mentora zrobiło wprost przeciwny skutek.
Młodzieniaszek, zamiast uciszyć się, tupnął nogą i wrzasnął z całą siłą dziecięcego swego gardła:
— Niech się wykrzyczy. Przestanie. Potem musi zrobić, co mu każę.
Chłopiec wszakże nie tylko się nie uciszał, lecz coraz gwałtowniej wołał:
— Ja tak chcę i tak być musi!
Prócz tego począł używać przekleństw i wyrazów, których z pewnością w otoczeniu swojem nigdy nie słyszał.
Wtedy Jakób de Villeroy postąpił kilka kroków i z ukłonem, pełnym dworskiej etykiety, ozwał się stanowczo:
— Proszę się uciszyć! Podniesiony głos i cale zachowanie się uchybia nie tylko godności księcia, ale i miejscu, w którem się znajduje.
Lecz ozwanie się mentora zrobiło wprost przeciwny skutek.
Młodzieniaszek, zamiast uciszyć się, tupnął nogą i wrzasnął z całą siłą dziecięcego swego gardła:


