Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 3
I.
MATKA I SYN.
Z pysznie urządzonego apartamentu wydobywał się wielce podniesiony głos chłopięcy, a wyrazy, wydostające się na długi korytarz, świadczyły o niezwykłej scenie, jaka się tam w onej chwili odbywała.
Rzeczywiście, scena była nader niezwykła.
Chłopiec dziesięcioletni, cały zaczerwieniony, tupał nogami, podnosił pięści do góry i na spokojne, lecz stanowcze przedstawienia swego mentora wołał:
— Ani myślę! ani myślę!
Gniew chłopca potęgował się z każdą chwilą; szarpał na sobie odzienie, rzucał przedmioty, jakie znajdował koło siebie, a gdy jeden z młodych ludzi, stanowiących jego otoczenie, zbliżył się, żeby nieład, sprawiony w odzieniu małego złośnika, poprawić, odepchnął go gwałtownym, rozkazującym ruchem, na drugiego zaś, który chciał podnieść rzuconego na ziemię bronzowego żołnierza,
MATKA I SYN.
Z pysznie urządzonego apartamentu wydobywał się wielce podniesiony głos chłopięcy, a wyrazy, wydostające się na długi korytarz, świadczyły o niezwykłej scenie, jaka się tam w onej chwili odbywała.
Rzeczywiście, scena była nader niezwykła.
Chłopiec dziesięcioletni, cały zaczerwieniony, tupał nogami, podnosił pięści do góry i na spokojne, lecz stanowcze przedstawienia swego mentora wołał:
— Ani myślę! ani myślę!
Gniew chłopca potęgował się z każdą chwilą; szarpał na sobie odzienie, rzucał przedmioty, jakie znajdował koło siebie, a gdy jeden z młodych ludzi, stanowiących jego otoczenie, zbliżył się, żeby nieład, sprawiony w odzieniu małego złośnika, poprawić, odepchnął go gwałtownym, rozkazującym ruchem, na drugiego zaś, który chciał podnieść rzuconego na ziemię bronzowego żołnierza,


